Reklama

Bombowiec z reaktorem jądrowym na pokładzie. Przedziwna konstrukcja z czasów zimnej wojny

Zimna wojna była czasem, kiedy powstało wiele ambitnych, często dziwnych, konstrukcji i wynalazków. Jednym z nich był samolot Convair X-6 wykorzystujący do napędu przenoszony na swoim pokładzie reaktor jądrowy. Projekt ten, choć innowacyjny, nie został nigdy zrealizowany na przemysłową skalę. Jak wyglądał dokładnie taki samolot?

Energia jądrowa w napędzie statków powietrznych

Program "Energia jądrowa w napędzie statków powietrznych" (NEPA) miał na celu opracowanie strategicznego bombowca dalekiego zasięgu z napędem atomowym. Rozpoczął się on w latach 50. XX wieku. Pomysł, żeby amerykańskie bombowce mogły pozostawać wiele dni w powietrzu bez konieczności uzupełniania paliwa, był bardzo kuszący dla ówczesnych dygnitarzy. Taka wizja pojawiła się w marzeniach generałów Sił Powietrznych jako przykład idealnej broni. Dla przypomnienia warto napisać, że był to okres przed rozwojem rakiet balistycznych.

Reklama

Silny wpływ amerykańskiego wojska doprowadził do tego, że w 1951 Kolegium Połączonych Szefów Sztabu uznało, że istnieje potrzeba stworzenia napędzanego jądrowo samolotu i zastąpienia programu NEPA nowym projektem Sił Powietrznych i Komisji Energii Atomowej o nazwie "Napęd jądrowy statków powietrznych". Jego głównym założeniem było stworzenie systemów reaktora samolotowego i silnika w pełnej skali, co pozwoliłoby lotnictwu dodać do swojego arsenału bombowiec strategiczny napędzany jądrowo. Komisja miała zaprojektować reaktor jądrowy, który byłby wystarczająco mały i bezpieczny, by dało się go zamontować w samolocie. Otrzymano również zadanie opracowania osłon chroniących załogę przed promieniowaniem. Siły Powietrzne miały za zadanie zbudować resztą samolotu i wywierały nacisk na Komisję, aby przyspieszyły swoje prace.

Convair NB-36H

W roku 1952 baza Sił Powietrznych w Teksasie została zdewastowana przez tornado, które uszkodziło wiele samolotów. Jednym z nich był B-36, a firma Convair zasugerowała, że zamiast go naprawiać, lepiej przerobić na prototyp X-6. Siły Powietrzne zgodziły się zrealizować ten plan i zapewniły odpowiedne fundusze. Nowy samolot miał na swoim pokładzie posiadać zainstalowany reaktor jądrowy.

Oryginalna kabina została wymieniona na taką, która była pokryta ołowiem i gumą oraz ważyła 11 ton. Mieli w niej przebywać pilot, drugi pilot, inżynier pokładowy oraz dwóch fizyków jądrowych. Nawet małe okna były grubości 25-30 centymetrów i zawierały w sobie ołów, gwarantujący ochronę przez promieniowaniem. Na pokładzie samolotu zamontowano reaktor o mocy jednego megawata. Został on umieszczony w luku bombowym, ułatwiając ładowanie i rozładowywanie. Zainstalowano również system monitorujący Projekt Halitosis. Samolot mierzył 49,38 m długości i miał 14,23 m wysokości. Rozpiętość skrzydeł wynosiła 70,1 m. Był on w stanie osiągnąć prędkość 676 km/h oraz lecieć na wysokości 12 200 m. Był niczym przenośne laboratorium.

Samolot oznaczony jako NB-36 przeprowadził 47 loty doświadczalne i spędził 215 godzin w powietrzu w okresie 2 lat. Loty testowe ujawniły, że stworzona ochrona zapewnia bezpieczeństwo załodze, która nie jest narażona na szkodliwe promieniowanie zarówno podczas przelotów na niskim, jak i wysokim pułapie. Występuje jednak ryzyko skażenia w przypadku wypadku. W 1957 roku samolot zakończył loty testowe - został uziemiony i zezłomowany. Reaktor usuniętego z jego pokładu. Realizacja programu napotkała wiele problemów. Osłony reaktora były bardzo ciężkie, przez co negatywnie odbijały się na parametrach osiąganych przez samolot. Były jednak konieczne, ponieważ promieniowanie wpływało na elementy samolotu, zmieniając jego właściwości fizyczne. Gumowe opony stawały się twarde i kruche niczym szkło.

Stany Zjednoczone postawiły na rozwój ciężkich bombowców z konwencjonalnym napędem, ale przede wszystkim na rozwój pocisków balistycznych, co zmieniło dynamikę sytuacji. Pociski takie były tańsze i gwarantowały większą skuteczność. Poza tym opinia publiczna mogłaby nie być zachwycona reaktorem atomowym latającym nad USA. Rosjanie mieli również własny odpowiednik Tu-119, jednak również i on nie odniósł sukcesów.

W 1961 roku nowo wybrany prezydent USA John Kennedy spojrzał na finansową studnię bez dnia, jaką był ten projekt i go zakończył. Program kosztował 8,5 miliarda dolarów, a prezydent kończąc go, powiedział, że stworzenie bombowca zasilanego energią atomową było wciąż bardzo odległe. Czy to jednak oznacza, że pieniądze zostały wyrzucone w błoto? Niekoniecznie, ponieważ przeprowadzone testy przydały się w rozwoju kolejnej generacji reaktorów jądrowych.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zimna wojna | reaktor jądrowy | Convair X-6

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy