Reklama

Najpotężniejsza broń świata musi odejść na emeryturę

Amerykańskie lotniskowce o napędzie atomowym czeka emerytura. Powoli stają się przestarzałe, coraz bardziej wrażliwe na nowoczesną broń, a ich użytkowanie jest astronomicznie drogie. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych (Navy) musi znaleźć ich godnego następcę.

Dyskusję na temat nowych rozwiązań zapoczątkował raport historyka i futurysty - kapitana Navy, Jerry’ego Hendrixa. Wskazuje on na kosmiczne koszty budowy i użytkowania wykorzystywanych obecnie superlotniskowców typu Ford i Nimitz. Okazuje się, że wbudowanie takiego okrętu kosztuje podatników 14 mld dol., a jeden dzień pracy 7 mln.

Jakby tego było mało, idea takiego kolosa kłóci się z nowoczesnymi metodami prowadzenia wojen, w których liczy się precyzja i zminimalizowanie liczby ofiar, a nie przeważająca siła ognia. Jednostki te staja się również coraz łatwiejszym celem dla nowoczesnych pocisków balistycznych, np. chińskich DF-21.

Reklama

Lekki lotniskowiec

Hendrix uważa, że obecnie wykorzystywane lotniskowce powinny zostać zastąpione mniejszymi i tańszymi odpowiednikami. Idealnym kandydatem mógłby się okazać USS America (LHA-6) - jednostka o połowę mniejsza i 60 proc. tańsza od konstrukcji klasy Nimitz. Okręt jest obecnie w budowie, ale prace powinny się zakończyć jeszcze w tym roku. Po wejściu do służby zastąpi USS Peleliu (LHA-5) - lotniskowiec typu Tarawa.

Na pokładzie USS America znajdzie się miejsce dla maszyn pionowego startu, czyli Harrierów i supernowoczesnych F-35B. Okręt nie ma katapult, więc wykorzystanie np. F/A-18 Hornet nie wchodzi w grę. Słabym punktem pozostają również prędkość i zasięg. Pod tymi względami przegrywa on z potężniejszym bratem o napędzie atomowym.

Najważniejsze wydają się jednak niskie koszty produkcji. Za cenę 10 stosowanych obecnie lotniskowców można wyprodukować dziesiątki jednostek typu America. A według popularniej teorii opisującej wojnę na morzu - lepiej mieć więcej małych jednostek, niż mniej tych dużych. Liczna i bardziej rozporoszona flota jest trudniejszym przeciwnikiem.

Lotniskowcem może być każdy statek

Maszyny pionowego startu pomagają rozwiązać problem pokładu o małej powierzchni. F-35B mogą być obsługiwane nawet przez odpowiednio zmodyfikowane statki  transportowe. Taka jednostka z pokładem o długości ok. 150 metrów to wydatek rzędu 500 mln dol. - podaje Wired.

Obok  wspomnianych myśliwców na ich pokładach nie mogłoby zabraknąć śmigłowców i zdalnie sterowanych dronów. Te ostatnie - ze względu na niewielkie rozmiary - z powodzeniem wystartują ze znacznie mniejszych konstrukcji. Tak naprawdę funkcje lotniskowca może pełnić każdy statek. Wystarczy go odpowiednio przystosować.

Pomysł wydaje się trafiony, ale nietrudno znaleźć w nim słabe punkty. Statki przystosowane do zmagań wojennych będą łatwym i niewymagającym celem. Brak opancerzenia, systemów obronnych i niewielka prędkość nie pomogą w przypadku ataku wroga.

Okręty podwodne

Lotniskowce mają na swoich pokładach dziesiątki samolotów i tony materiałów wybuchowych. Pod tym względem przewyższają pozostałe typy okrętów. Hendrix zauważa jednak, że Navy dysponuje inną, równie potężną siłą ognia, która może osiągnąć cele daleko w głębi lądu. Chodzi o okręty podwodne o napędzie atomowym, przystosowane do przenoszenia pocisków manewrujących woda-ziemia  i woda-woda. Mają one jednak swoje lata i na emeryturę powinny przejść już w 2020 roku.

Hendrix uważa, że Navy powinna zastanowić się nad zmianą strategii i swoje siły przenieść pod wodę. W końcu wybudowanie okrętu podwodnego jest bez porównania tańsze od wyposażonego w samoloty lotniskowca.

Zmiana strategii prowadzenia działań na morzu nie oznacza rezygnacji z lotnictwa morskiego. Najpotężniejsze machiny wojenne świata mogą zostać zastąpione przez jednostki mniejsze i tańsze, a na ich pokładach pojawią się samoloty pionowego startu - również te zdalnie sterowane.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne