Reklama

Świąt nie będzie, póki on się nie zgodzi

W Finlandii, znanej jako ojczyzna św. Mikołaja, potrzeba zgody jednego człowieka, by można było świętować Boże Narodzenie. I wcale nie jest to decyzja długobrodego jegomościa w czerwonym kubraczku...

O tym, czy w nieco ponad pięciomilionowym kraju odbędą się święta Bożego Narodzenia każdego roku decyduje... urzędnik z najstarszego fińskiego miasta (niegdysiejszej stolicy kraju) - Turku. To właśnie szef administracji, nazywany również z racji pełnionych obowiązków - "zwiastunem świąt", odczytuje uroczystą przysięgę, w której przyrzeka przykładnie ukarać wszystkich, którzy zakłócą świąteczny spokój.

Żadnych życzeń, same nakazy

Finlandia jest jedynym krajem na świecie, gdzie średniowieczna tradycja zachowała się. Nie wiadomo do końca dlaczego akurat tam jest przestrzegana, a wszędzie indziej o niej zapomniano.

W tym roku treść Deklaracji o Świątecznym Spokoju wygłosi, piastujący urząd szefa administracji miasta Turku, Jouko Lehmusto.

- Wiemy, że w XVII w., na podstawie oryginalnej Deklaracji ze średniowiecza, napisano dużo dłuższą, bardzo szczegółową i zawierającą katalog surowych kar przysięgę - mówi Lehmusto rozwijając pergamin z tekstem Deklaracji o Świątecznym Spokoju.

Reklama

- Nie ma w niej świątecznych życzeń, za to dokument wzywa obywateli, by zachowywali się spokojnie i godnie w czasie Bożego Narodzenia - wyjaśnia "zwiastun świąt".

Uważaj, co robisz w święta

"Ten, kto narusza spokój Bożego Narodzenia przez nielegalne lub niewłaściwe zachowanie się zostanie, w okolicznościach obciążających, uznany winnym i przykładnie ukarany" - czytamy treść Deklaracji.

Pół wieku temu oryginalną przysięgę przepisano na misternie zdobiony zwój papirusu, który jest odczytywany w wigilię Bożego Narodzenia.

Tuż po tym, jak dzwony katedry w Turku oznajmią południe, "zwiastun świąt" pokazuje się na balkonie jednej z otaczających rynek starego miasta kamienic i po wojskowych fanfarach przystępuje do odczytania Deklaracji o Świątecznym Spokoju.

Wydarzenie to jest transmitowane przez ogólnokrajową telewizję i radio, a dla wielu rodzin oznacza moment, od którego można zacząć świętować przyjście Jezusa na świat.

Tysiące zasłuchanych Finów

We współczesnej Finlandii, nikt oczywiście nie zostanie ukarany za złamanie zapisów Deklaracji, ale zalecenia, by "poświęcić się modlitwie oraz zachowywać się cicho i spokojnie" są dla Finów tak istotnym elementem świąt, jak chociażby śpiewanie kolęd.

- To bardzo ważne wydarzenie dla naprawdę wielu ludzi. Nawet kiedy pogoda nie dopisuje, na rynek przychodzi 10 tys. osób, by usłyszeć zapisy Deklaracji - mówi Jouko Lehmusto.

Srogie kary za przyjmowanie gości

Deklaracja o Świątecznym Spokoju obowiązuje w Finlandii od XII wieku. Choć utożsamiana jest z rozwojem chrześcijaństwa na tamtych ziemiach, to jednak zawsze jej ogłoszenie pozostawało w gestii władz, a nie Kościoła.

- Lokalny możnowładca dawał osobistą gwarancję, że na czas Bożego Narodzenia wstrzymane zostaną wszelkie wojny i nie będzie miejsca na przemoc. Zakazane było wykonywanie również wszelkich prac fizycznych, z wyjątkiem tych absolutnie koniecznych, np. karmienia inwentarza - mówi Tarja-Tuulikki Laaksonen, historyk z Turku.

Nawet przyjmowanie gości, bez wyraźnej zgody lokalnych władz, było zabronione i podlegało kare grzywny.

Laaksonen przypomina, że złamanie zapisów Deklaracji groziły tak wysokie kary, że sprawca mógł się zadłużyć do końca życia. Co ciekawe, tak srogie przepisy obowiązywały w Finlandii aż do 1970 r.

Ludzie wolą bawić się i ucztować...

Co prawda kilka innych fińskich miast ma swoje własne Deklaracje o Świątecznym Spokoju, ale to jednak ta z Turku jest powszechnie uważana za najdłużej obowiązującą. W prawie niezmiennej formie odczytywana jest od średniowiecza z kilkoma tylko przerwami przypadającymi na czas I i II wojny światowej oraz wojny o niepodległość toczonej w 1917 r. Nie bez powodu jest zatem uważana za najważniejszą ze wszystkich, podobnych jej, deklaracji.

- W Szwecji, w czasach króla Gustawa III, ludzie znudzili się podobną deklaracją - mówi Laaksonen wyjaśniając, że w XVIII w. Europejczycy zamiast "modlić się w ciszy i spokoju w czasie Bożego Narodzenia woleli bawić się i ucztować". - I tak już pozostało - dodaje.

...ale Finowie nie

Lehmusto długo musiał się zastanawiać dlaczego Finowie oparli się bardziej radosnemu sposobowi przeżywania Bożego Narodzenia i pozostali wierni średniowiecznej tradycji. Dla "zwiastuna świąt" wynika to z charakteru narodowego Finów oraz ich stanu umysłu.

- Podejście Finów do świąt Bożego Narodzenia jest w dalszym ciągu bardzo pobożne. Kładziemy nacisk na spokój i modlitwę, a nie na zabawę - wyjaśnia szef administracji miasta Turku.

Ostatnia taka Wigilia

Siwobrody urzędnik cieszy się w Finlandii estymą godną, mieszkającego w pobliżu koła podbiegunowego, św. Mikołaja. Nic w tym dziwnego - od blisko dziesięciu lat to właśnie on obwieszcza, że rozpoczęły się święta.

Tegoroczna Wigilia będzie jednak ostatnią, kiedy Jouko Lehmusto odczyta na balkonie starej kamiennicy Brinkkala Deklarację rozpoczynającą się od słów "Jutro, da Bóg, świętować będziemy narodziny Pana naszego...". Od nowego roku sympatyczny staruszek przechodzi na emeryturę. Ale jak zapewnia, w kolejną Wigilię stanie w tłumie na rynku, by wysłuchać słów Deklaracji.

- To taka rodzinna tradycja - mówi Lehmusto.

MW, na podst. AFP

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Boże Narodzenie | urzędnik | Wigilia | kara | ojczyzna | spokój | Turku | tradycja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama