Reklama

Burgery z lwa i steki z tygrysa. Nadchodzi dzikie mięso z probówki

Ubiegły rok przyniósł wiele ciekawych zapowiedzi w temacie mięsa hodowanego w laboratorium, w tym steki rib-eye i słynną wołowinę Wagyu, która miała nawet charakterystyczny marmurkowy wzorek, ale żadna z propozycji nie dotyczyła mięsa egzotycznych zwierząt - to się właśnie zmienia.

Ubiegły rok przyniósł wiele ciekawych zapowiedzi w temacie mięsa hodowanego w laboratorium, w tym steki rib-eye i słynną wołowinę Wagyu, która miała nawet charakterystyczny marmurkowy wzorek, ale żadna z propozycji nie dotyczyła mięsa egzotycznych zwierząt - to się właśnie zmienia.
Egzotyczne mięso z probówki trafi na nasze stoły. Jak smakuje? /Primeval Foods /123RF/PICSEL

Naukowcy od dawna ostrzegają, że w pewnym momencie - mniej odległym, niż się nam wszystkim wydaje - będziemy zmuszeni do dużego ograniczenia lub wręcz rezygnacji z klasycznej hodowli bydła mięsnego. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale wśród najważniejszych wymienia się zanieczyszczanie środowiska, zajmowanie cennego miejsca oraz zasobów (głównie wody), a także kwestie zdrowotne. Oznacza to, że powinniśmy myśleć o alternatywach, jak tzw. mięso roślinne lub mięso kultywowane w laboratorium.

Roślinny substytut albo mięso z laboratorium

Wydaje się, że ubiegły rok przyniósł przełom w obu tych dziedzinach, bo w sklepach, restauracjach i cateringach dietetycznych coraz powszechniej dostępne są roślinne odpowiedniki mięsa, a badacze nie ustają też w wysiłkach, by dostarczyć na nasze stoły mięso wyhodowane w laboratorium - to ma już za sobą pierwsze testy restauracyjne, wydaje się więc, że jesteśmy na dobrej drodze.

Reklama

Do tej pory nikt nie mówił jednak głośno o hodowaniu w ten sposób bardziej mięsa bardziej egzotycznego niż kurczak czy wołowina, tj. z lwa, tygrysa, zebry i innych zwierząt, a skoro taki proces produkcji nie przyczynia się do cierpienia zwierząt, to pole do popisu jest naprawdę duże. Pierwsze kroki w tym kierunku poczynił właśnie startup Primeval Foods, który dostał już wszystkie niezbędne certyfikaty i pozwolenia, więc londyńczycy już niedługo będą mogli spróbować burgerów z lwa, steków z tygrysa czy sushi z zebry i to w lokalnych restauracjach z gwiazdką Michelin.

Hodowla laboratoryjna pozwala więc chronić środowisko, zasoby wody, eliminuje cierpienie zwierząt, a także nadmierne spożywanie antybiotyków przez ludzi spożywających nafaszerowane nimi mięso.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Primeval Foods, taki rodzaj hodowli zużywa 7-45% energii mniej niż klasyczna (w Europie), towarzysząca procesowi emisja gazów cieplarnianych spada o 78-96%, zajęcie terenu o 99%, a zużycie wody o 82-96%.

Na pierwszy rzut oka same zalety, a jakieś minusy? Produkcja nie odbywa się jeszcze na masową skalę, więc produkty przez jakiś czas z pewnością będą po prostu drogie, a do tego dopiero po dłuższym czasie będzie można ocenić, czy hodowla laboratoryjna faktycznie przynosi takie korzyści środowiskowe.

Pozostaje też kwestia podejścia konsumentów, dla dużej części których “mięso z probówki" wciąż brzmi niejadalnie, ale może nietypowa strategia Primeval Foods i chęć spróbowania egzotycznego mięsa to zmieni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy