Reklama

Prinker - maszynka do drukowania tatuaży prosto na skórze

Jeśli od zawsze marzycie o wyrażeniu siebie za pomocą tatuażu, ale zasady w pracy na to nie pozwalają, obawiacie się bólu podczas jego wykonywania czy nie jest to możliwe z jakiegokolwiek innego powodu, to Prinker przychodzi z rozwiązaniem.

Jeśli od zawsze marzycie o wyrażeniu siebie za pomocą tatuażu, ale zasady w pracy na to nie pozwalają, obawiacie się bólu podczas jego wykonywania czy nie jest to możliwe z jakiegokolwiek innego powodu, to Prinker przychodzi z rozwiązaniem.
Klasyczne tatuowanie boli - alternatywą może być Prinker, czyli drukarka tymczasowych tatuaży /123RF/PICSEL

A mowa o małym niepozornym urządzeniu zaprezentowanym w ramach zbliżających się targów CES 2022, które pozwala w kilka chwil cieszyć się wybranym tatuażem. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, tymczasowym, ale jakość wydruku (tatuaże wyglądają bardzo realistycznie) i łatwość “tatuowania" sprawiają, że gadżet może zainteresować wielu odbiorców.

Na rynku nie brakuje wprawdzie alternatywy, bo tymczasowe tatuaże jakiś czas temu wróciły do łask i na rynku pełno jest specjalnych szablonów czy naklejek, ale te mają wiele wad. Przede wszystkim mamy przy nich tylko jedną próbę, tzn. jeśli coś nie wyjdzie jak trzeba, co zdarza się bardzo często albo zmienimy zdanie co do miejsca tatuażu, to musimy kupić kolejne.

Reklama

Prinker, czyli drukarka tymczasowych tatuaży

W przypadku Prinkera nie ma takiego problemu, nakładamy wzór, a jeśli nam się nie podoba, to zmywamy i próbujemy jeszcze raz - wszystko dlatego, że urządzenie jest przenośną drukarką, która miesza atrament i tworzy wzór dopiero w momencie jego wyboru.

Gadżet współpracuje z aplikacją, która pozwala stworzyć własny tatuaż od podstaw albo wybrać wzór z ponad 11 tysięcy dostępnych w bibliotece.

Jak wygląda ten proces? Pryskamy skórę preparatem przygotowującym (zakładamy, że chodzi o jej odtłuszczenie), wybieramy wzór i dajemy urządzeniu chwilę na jego przygotowanie, a następnie przeciągamy nim po wybranym miejscu.

Jak podkreśla producent, Prinker wykorzystuje bezpieczne nietoksyczne i wodoodporne tusze kosmetyczne, które pozwalają cieszyć się tatuażem przez nawet 3 dni.

Zainteresowani? W takim razie musicie przygotować się na wydatek co najmniej 800 PLN, bo tyle kosztuje najtańsza wersja urządzenia (zasilana jednym kartridżem do druku w czerni i kolorze), ale bardziej zaawansowane warianty to koszt nawet 1600 PLN.

Nie zdziwilibyśmy się jednak, gdyby takie urządzenia w końcu pojawiły się w studiach tatuażu, dając klientom możliwość obejrzenia wzoru na skórze przed trwałym zdobieniem.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: tatuaże | drukowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy