"Lewy" stale na ławce?

Gdy Robert Lewandowski przychodził w połowie 2010 roku do Borussii Dortmund wielu kibiców wiązało z nim ogromne nadzieje. Polak spełnił je jednak tylko połowicznie. Napastnik zdobył co prawda 8 bramek, ale przez cały sezon pełnił głównie rolę rezerwowego. Teraz wygląda na to, że przyszłość wcale nie będzie dla Lewego lepsza.

Gdy Robert Lewandowski przychodził w połowie 2010 roku do Borussii Dortmund wielu kibiców wiązało z nim ogromne nadzieje. Polak spełnił je jednak tylko połowicznie. Napastnik zdobył co prawda 8 bramek, ale przez cały sezon pełnił głównie rolę rezerwowego. Teraz wygląda na to, że przyszłość wcale nie będzie dla Lewego lepsza.

Gdy Robert Lewandowski przychodził w połowie 2010 roku do Borussii Dortmund wielu kibiców wiązało z nim ogromne nadzieje. Polak spełnił je jednak tylko połowicznie. Napastnik zdobył co prawda 8 bramek, ale przez cały sezon pełnił głównie rolę rezerwowego. Teraz wygląda na to, że przyszłość wcale nie będzie dla "Lewego" lepsza.

Początki Lewandowskiego w Niemczech były całkiem obiecujące. Lokalne media nazywały go "polskim Fernando Torresem", a sam zawodnik zadziwiał wszystkich w przedsezonowych sparingach. Jednak z biegiem czasu napastnik miał coraz bardziej pod górkę. Nieoczekiwanie odkryciem sezonu w Dortmundzie okazał się Shinji Kagawa, który przy znacznie mniejszej ilości spotkań od Lewandowskiego zdobył dokładnie tyle samo goli co były gracz Lecha Poznań. Polak szybko zyskał więc status zaledwie rezerwowego dla wspomnianego Japończyka, albo dla Lucasa Barriosa, który był najskuteczniejszym napastnikiem nowego mistrza Niemiec w ostatnim sezonie.

Reklama

Jednak o ile "Lewy" wciąż mógł liczyć na regularne (chociaż szczątkowe) występy w Bundeslidze, tak teraz jego sytuacja może się drastycznie skomplikować. Robert kosztował Borussię dokładnie 4,8 miliona euro, co czyniło go najdroższym zakupem w całej historii klubu z Dortmundu. Teraz rekord został znowu pobity. Działacze ściągnęli bowiem do zespołu Ivana Perisica z Club Brugge, który przybył na Signal-Iduna-Park za 5,5 miliona euro. I choć Chorwat jest ofensywnym pomocnikiem i przyszedł tak naprawdę w miejsce Nuriego Sahina (odszedł do Realu Madryt), to niewykluczone, że trener Klopp będzie chciał przetestować Perisica także w ataku. A jeśli to nastąpi, to najpewniej odbędzie się to kosztem Lewandowskiego.

Robert musi się więc ostro postarać, by najbliższy sezon był dla niego jeszcze lepszy niż ostatni. Bo choć w Dortmundzie tworzą młody i perspektywiczny zespół, to wątpliwe by ktoś tam chciał Polaka trzymać, gdyby ten okazał się całkowicie zbędny.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy