Reklama

Uratowany zza linii wroga

Dokładnie 15 lat temu, 8 czerwca 1995 r., Amerykanie wysłali dziesiątki żołnierzy w 40 samolotach i śmigłowcach, by uratować kpt. Scotta O'Grady'ego. Zestrzelony nad Bośnią pilot F-16 przez sześć dni ukrywał się przed polującymi na niego Serbami. By przeżyć, jadł głównie mrówki i liście...

W piątkowe popołudnie 2 czerwca 1995 r. z pasa startowego bazy lotniczej Aviano w północnych Włoszech poderwały się dwa samoloty F-16C z 555. Eskadry Myśliwców "Triple Nickel" 31. Dywizjonu Myśliwskiego Sił Powietrznych USA. Na rutynowy patrol strefy zakazu lotów nad Bośnią i Hercegowiną lecieli kpt. Robert G. Wright (kod wywoławczy "Basher 51"), który był prowadzącym, oraz skrzydłowy - kpt. Scott O'Grady (kod "Basher 52"). Przed startem, na standardowej odprawie, obu pilotów poinformowano o warunkach pogodowych oraz znanych pozycjach sił zbrojnych Republiki Serbskiej. Wywiad nie wiedział jednak, że poprzedniej nocy Serbowie potajemnie rozlokowali w strefie zakazu lotów zestaw przeciwlotniczy Kub.

Reklama

Serbowie przechytrzyli Jankesów

Po raz pierwszy ostrzeżenie o namierzeniu wiązką radaru z ziemi rozległo się w kokpicie samolotu kpt. Wrighta. Było to o godzinie 14.50, a więc po przeszło 60 minutach lotu myśliwców w strefie. Ostrzeżenie to zignorowano, bowiem namierzanie nie tylko trwało bardzo krótko, ale zostało wykryte wyłącznie przez systemy maszyny kpt. Wrighta. Piloci uznali, że fala radiowa mogła pochodzić chociażby z radaru cywilnego samolotu znajdującego się poza strefą. Domysły pilotów potwierdziła również opinia na temat sygnału uzyskana od AWACS-a, czyli Lotniczego Systemu Ostrzegania i Kontroli.

13 minut później ponownie rozbrzmiał sygnał ostrzegawczy o namierzaniu. Tym razem w samolocie kpt. O'Grady'ego. Także i ten alarm piloci chcieli zignorować, jednak niespełna kilka sekund po pojawieniu się ostrzeżenia, system ostrzegł o wejściu w zasięg pocisku samonaprowadzającego. Choć Scott O'Grady włączył zagłuszarkę i szybko zmienił kurs, to najgorszego nie dało się już uniknąć...

Pierwsza z wystrzelonych z Kuba rakiet eksplodowała między myśliwcami, druga trafiła w kadłub samolotu kpt. Scotta O'Grady'ego. Przepołowiła kadłub, nie uszkadzając jednak kokpitu maszyny. Pilot przeżył eksplozję i zdążył się katapultować. Z powodu gęstych chmur, które wcześniej uniemożliwiły dostrzeżenie rakiet, kpt. Robert G. Wright nie widział, czy jego kolega otworzył spadochron i czy przeżył eksplozję.

Polowanie na natowskie myśliwce

Zestrzelony nad miejscowością Mrkonjić Grad (około 50 km na południowy zachód od Banja Luki) kpt. Scott O'Grady praktycznie nie ucierpiał w wyniku eksplozji. Miał tylko lekko poparzoną szyję. Cały czas zastanawiał się, jak Serbowie za pomocą mocno przestarzałego radzieckiego systemu przeciwlotniczego Kub zdołali zestrzelić nowoczesny myśliwiec.

Wbrew pozorom, dowodzący baterią pułkownik, którego nazwiska do dziś nie znamy, nie miał trudnego zadania. Natowskie patrole w strefie zakazu lotów poruszały się stałymi trasami i statki powietrzne Sojuszu były jedynymi maszynami, które w niej latały.

Co więcej, NATO było zbyt pewne swoje potęgi w powietrzu. Dlatego też zignorowano sygnały ostrzegawcze o namierzaniu. Jak się później okazało, najpierw przez radar szerokopasmowy (samolot kpt. Wrighta), a potem radar zestawu Kub (maszyna kpt. O'Grady'ego). Co więcej, na feralny patrol poleciały tylko dwa F-16, bez wsparcia ze strony tzw. Dzikich Łasic (ang. Wild Weasels), czyli samolotów, których zadaniem jest zwalczanie systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych wroga.

Sześć dni jedzenia liści i mrówek

Tuż po zestrzeleniu amerykańskiego myśliwca serbska telewizja podała, że pilot zginął. Tak też myśleli koledzy i dowódcy Scotta O'Grady'ego. Trzydziestoletni wówczas lotnik świadomie złamał procedurę nakazującą włączyć lokalizator i nawiązać łączność z macierzystymi siłami zaraz po wylądowaniu.

O'Grady obawiał się, że kiedy to zrobi, Serbowie bardzo szybko go znajdą, gdyż wylądował na spadochronie w dolinie, a otaczające ją wzgórza praktycznie uniemożliwiały dotarcie sygnału z małego radia do amerykańskich jednostek. Za to świetnie wskazywały serbskim żołnierzom jego położenie.

Amerykańskiego lotnika - po tym, jak okazało się, że jednak żyje - szukali nie tylko żołnierze jednostek liniowych, ale także bojownicy i przestępcy. Przez pierwsze dwa dni O'Grady ukrywał się w lesie, godzinami leżąc w bezruchu. Nakryty siatką maskującą - która razem z racjami żywnościowymi, GPS-em, radiem, apteczką, nożem, pistoletem i masą innych rzeczy wchodzi w skład zestawu ratunkowego pilota - nasłuchiwał krzyków szukających go żołnierzy. Jak wspomina w swojej książce "Powrót z honorem", cieszył się, że Serbowie nie mieli psów tropiących.

Po dwóch dniach ukrywania się w lesie kpt. O'Grady ruszył w stronę wzgórz otaczających dolinę. Poruszał się tylko między północą a 4 rano. Przez resztę dnia leżał w bezruchu i nasłuchiwał. W "Powrocie z honorem" wspomina, że cały czas słyszał odgłosy strzałów z broni maszynowej. Kiedy skończyły mu się tzw. żelazne racje żywnościowe, jadł liście, mrówki oraz robaki.

Sygnał od Bashera 52

Po raz pierwszy sygnał pochodzący z radiostacji kpt. O'Grady'ego przechwycił 8 czerwca o godzinie 2.08 nad ranem kpt. Thomas Hanford, który wykonywał rutynowy lot patrolowy swoim F-16 w strefie zakazu lotów. Hanford znał O'Grady'ego i bez problemu rozpoznał jego głos. Formalnie jednak, po odebraniu wszelkich kodów, które znać mógł tylko zestrzelony pilot, osoba podająca się za Bashera 52 została pozytywnie zweryfikowana jako kpt. Scott O'Grady. Zaraz potem uruchomiono całą machinę ratunkową...

O godzinie 5.45 rano z bazy Aviano wystartowało wsparcie lotnicze. Pięć minut później z pokładu okrętu USS "Kearsarge", pływającego po Adriatyku, podniosły się dwa olbrzymie śmigłowce CH-53. W każdym z nich znajdowało się 20 Marines, zaprawionych w takich akcjach ratunkowych. Żołnierzy wspierały dodatkowo dwa śmigłowce Cobra oraz 4 Harriery. Łącznie w akcję ratunkową zaangażowano 40 samolotów i śmigłowców.

Zobacz, jak uratowano kapitana O'Grady'ego:

Kwadrans po godzinie 6 rano żołnierze z 24. Oddziału Ekspedycyjnego Marines nawiązali łączność z kpt. O'Grady'm, który podał im współrzędne miejsca, jakie wybrał na lądowisko. Pół godziny później zestrzelony pilot odpalił żółtą racę. Po chwili, na wskazanej w ten sposób polanie, na szczycie wzniesienia usiadł jeden ze śmigłowców CH-53, z którego natychmiast wybiegli marines i zabezpieczyli teren. Chwilę później wylądował drugi śmigłowiec. Bezpośrednio nad olbrzymimi CH-53 krążyły Cobry.

- Jestem gotowy. Spadam stąd - powiedział do Marines kpt. Scott O'Grady.

Chwilę później, słaniającego się na nogach, odwodnionego i wygłodzonego lotnika medycy okryli kocem i zaprowadzili do śmigłowca. Następnie obie maszyny poderwały się z polany. Cała akcja trwała trzy minuty. Obyło się bez wystrzałów. W trakcie lotu na amerykański okręt na Adriatyku kpt. O'Grady wcinał jedną za drugą - zwykle nielubiane przez żołnierzy - gotowe wojskowe racje żywnościowe.

Bohater narodu został kuratorem

W drodze powrotnej śmigłowce zostały namierzone przez serbski radar. Mimo sugestii jednego z pilotów F-16, ubezpieczającego akcję, by go zniszczyć, dowództwo kategorycznie tego zabroniło, obawiając się eskalacji konfliktu. O godzinie 7.07 śmigłowce ostrzelano z baterii przeciwlotniczej i broni ręcznej. Jeden ze strzelców pokładowych CH-53 odpowiedział ogniem.

O 7.15 oddział ratunkowy zameldował, że jest już nad Adriatykiem, a piętnaście minut później śmigłowiec z kpt. Scottem O'Grady'm wylądował na pokładzie USS "Kearsarge".

W następstwie zestrzelenia amerykańskiego F-16 nad rozdartą wojną Jugosławią NATO zmniejszyło liczbę lotów. Nie zdecydowano się także na akcję odwetową. Przede wszystkim w obawie o życie 377 żołnierzy sił pokojowych ONZ, którzy znajdowali się w serbskiej niewoli i byli wykorzystywani jako tzw. żywe tarcze.

Kapitan O'Grady po powrocie do USA spotkał się z prezydentem Billem Clintonem, który nazwał go bohaterem. Trzy lata po zestrzeleniu pilot wystąpił z armii i rozpoczął studia w seminarium duchowym w Dallas. Obecnie pracuje jako kurator młodocianych przestępców w Teksasie.

Na podstawie wydarzeń w okolicach Mrkonjić Grad nakręcono w 2001 r. film "Za linią wroga" ("Behind Enemy Lines"). Warto pamiętać, że obraz ten jest tylko inspirowany historią kpt. Scotta O'Grady'ego i nie przedstawia losów tego lotnika oraz żołnierzy, którzy ruszyli mu z pomocą.

Marcin Wójcik

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: mrówki | maszyny | radar | sygnał | bazy | marines | śmigłowce | Serbowie | uratowany | F-16 | pilot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL