Był nowy rosyjski S-350 Witeź i nie ma... wjechał na "swoje" miny

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie dokumentujące kolejną stratę rosyjskiej armii. Tym razem mocno bolesną, bo chodzi o rzadki system obrony powietrznej S-350 Witeź.

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie dokumentujące kolejną stratę rosyjskiej armii. Tym razem mocno bolesną, bo chodzi o rzadki system obrony powietrznej S-350 Witeź.
Wyrzutnia rakietowa systemu S-350 50P6 na MAKS Airshow 2013 /Wikimedia Commons/Zumlik i YouTube/ VIDEO MILITARNYI NEWS /domena publiczna

Wiele razy pisaliśmy już, jak ogromne terytorium Ukrainy zostało zaminowane w czasie blisko dwóch lat wojny. Eksperci szacują, że mowa nawet o 30 proc. kraju, co stanowi poważne zagrożenie zarówno dla ludności cywilnej powracającej do domów, jak i żołnierzy prowadzących działania wojenne. Szczególnie że poza klasycznie rozstawionymi minami, w Ukrainie pełno jest min-pułapek zastawionych na niedoświadczonych żołnierzy, a Rosjanie wykazywać mają się niezwykłą kreatywnością w wymyślaniu nowych podstępnych sposobów. Zaminowywanie obszarów konfliktu to jednak miecz obosieczny, bo jak możemy zobaczyć na licznych nagraniach krążących po sieci, rosyjscy żołnierze równie często mają z nimi problem

Reklama

S-350 Witeź wjechał prosto w rosyjskie miny

Jakiś czas temu pisaliśmy o "innowacyjnej" metodzie rozminowywania stosowanej przez armię Putina, czyli kłoda w rękę i za ojczyznę, a teraz możemy zobaczyć, jak rzadki i cenny system obrony powietrznej S-350 Witeź wjeżdża prosto w rząd zastawionych min. Co więcej, jak dowiadujemy się z opisu nagrania, wyposażenie padło ofiarą "nieszczęśliwego wypadku" w obwodzie ługańskim, a mianowicie podczas nocnego marszu wjechał w nieoznakowane pole minowe przygotowane przez wojska rosyjskie w celu odstraszenia potencjalnego ukraińskiego ataku. Incydent spowodował poważne uszkodzenia obudowy wyrzutni, więc bez poważnych napraw nie będzie możliwe jego używanie na froncie.

Tyle że naprawa wymagałaby ewakuacji systemu z pola minowego i wygląda na to, że Rosjanie mieli dość oleju w głowie, by tego nie robić. Mówiąc krótko, ten S-350 nie zapoluje już na żadne samoloty, drony, rakiety manewrujących czy zagrożenia z powietrza.

S-350 Witeź. Co to za system?

A z jakim wyposażeniem mamy tu konkretnie do czynienia? S-350 Witeź to system obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu ziemia-powietrze opracowany przez GSKB Almaz-Antey, który powstał jako następca S-300PS (najbardziej rozpowszechniona samojezdna wersja systemu S-300). Prace nad nim ruszyły w 1999 roku, ale na skutek długich lat przestojów został oficjalnie zaprezentowany dopiero w 2013 roku, a włączony do eksploatacji siedem lat później, tj. w lutym 2020 roku.

Według informacji medialnych grupa Almaz-Antey i Ministerstwo Obrony Rosji podpisały umowy na dostawę czterech zestawów S-350 Witeź i trzech pułków S-400 Triumf w czerwcu 2020 roku, a dostawy rozpoczęły się w 2021 roku. Oba po rosyjskiej inwazji zostały rozmieszczone w Ukrainie, ale ten pierwszy to zdecydowanie rzadszy widok i dopiero na początku grudnia ubiegłego roku dotarły do nas informacje o zniszczeniu pierwszego egzemplarza.

Na cały system S-350 Witeź składa się kilka pojazdów, tj. jedna lub dwie wielofunkcyjne elektroniczne stacje radarowe 50N6A, stanowisko dowodzenia oraz cztery do ośmiu wyrzutni 50P6 (12-96 pocisków) miotających pociski kierowane 9M96/9M96E(E2) o zasięgu 12-120 km (takie same jak system rakietowy S-400) oraz pociski kierowane 9M100 o zasięgu 10-15 km pasywnie naprowadzane na podczerwień. S-350 Witeź pozwala na jednoczesne zaangażowanie 12 celów, wymaga co najmniej 3-osobowej załogi, a rozstawienie systemu zajmuje ok. 5 min.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: s-300 | S-400
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy