Reklama

Nie tylko papier toaletowy - pandemia znacznie zwiększyła sprzedaż mocnego alkoholu

Jak pokazują wyniki najnowszych badań, podczas pierwszych miesięcy pandemii masowo wykupywaliśmy nie tylko maseczki ochronne, rękawiczki i papier toaletowy, ale i mocny alkohol.

Pandemia znacznie zwiększyła sprzedaż mocnego alkoholu i wina

Nowe analizy sprzedaży alkoholu z pierwszych miesięcy pandemii pokazują, że zainteresowanie winem i mocnym alkoholem dosłownie poszybowało w górę (i nie chodzi tu o spirytus, który można było wykorzystać jako środek do dezynfekcji rąk i powierzchni), podczas gdy piwo cieszyło się takim samym lub mniejszym wzięciem jak zawsze. Jak podkreślają naukowcy, można z tego wywnioskować dużo więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje i taka zmiana jest najczęściej objawem poważnych problemów społecznych. 

Badanie opublikowane w magazynie PLOS ONE skupiało się na miesięcznej sprzedaży alkoholu w terminie marzec-czerwiec 2020 roku - w 14 stanach, gdzie federalna baza danych zawiera kompletne informacje na temat sprzedaży alkoholu - udostępnionej przez amerykański National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism i porównaniu z tymi samymi miesiącami w roku 2018 i 2019.

Reklama

Zespół naukowców przeanalizował także anonimowe dane z ponad 45 mln urządzeń, śledzących wizyty w sklepach, gdzie sprzedawany jest alkohol. Na tej podstawie udało się ustalić, że w różnych stanach można zaobserwować różne preferencje, jeśli chodzi o rodzaj alkoholu, ale w większości z nich spadek zanotowało piwo, co było najpewniej konsekwencją zamknięcia pubów i barów.

W zamian wzrosły za to wizyty w sklepach z alkoholem, gdzie w porównaniu z miesiącami marzec-czerwiec w poprzednich latach można było zaobserwować blisko 11% wzrost zainteresowania wysokoprocentowymi napojami alkoholowymi. W czterech stanach, tj. Teksasie, Kentucky, Wirginii i Missouri, liczby te były nawet dużo wyższe i mówimy o wzroście w zakresie 20-40%. 

A jak ze sprzedażą wina? Również na plusie i to o 9% w porównaniu z marcem roku poprzedzającego, a to zwiększone zainteresowanie utrzymywało się przez kolejne miesiące, co może być sygnałem, że społeczeństwo zaczyna mieć problem z nadużywaniem alkoholu.

W obliczu strachu o zdrowie i życie swoje oraz najbliższych, społecznej izolacji, wizji utraty pracy, niepewnej przyszłości i innych kłopotów coraz więcej osób sięgało po przysłowiowy kieliszek dla rozładowania stresu.

I choć dane dotyczą rynku amerykańskiego, to śmiało można zakładać, że podobnie wyglądało to na całym świecie, co jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem. Oczywiście, nadużywanie alkoholu zawsze jest problemem, ale w czasie pandemii może być jeszcze groźniejsze niż zwykle i to z czysto zdrowotnego punktu widzenia. Z opublikowanych we wrześniu tego roku badań dowiadujemy się, że alkohol przyczynia się do występowania patologii w obrębie płuc, które są przecież głównym celem infekcji COVID-19, więc może znacząco pogorszyć przebieg choroby.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL