Reklama

Telegram zyskał na awarii Facebooka 70 mln nowych użytkowników

Rynek komunikatorów najwyraźniej nie znosi próżni i wystarczy potknięcie jednego, żeby inne zanotowały ogromne wzrosty - tak właśnie stało się w przypadku ostatniej awarii Facebooka i WhatsApp.

Rynek komunikatorów najwyraźniej nie znosi próżni i wystarczy potknięcie jednego, żeby inne zanotowały ogromne wzrosty - tak właśnie stało się w przypadku ostatniej awarii Facebooka i WhatsApp.
Telegram zyskał na awarii Facebooka 70 mln użytkowników w ciągu jednego dnia /123RF/PICSEL

W dzisiejszych czasach trudno już nam wyobrazić sobie, że nie możemy napisać do rodziny i przyjaciół, kiedy tylko najdzie nas na to ochota. Zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że pod ręką mamy zawsze ten czy inny komunikator, tylko czekający na użycie. Kiedy więc w poniedziałek po południu okazało się, że użytkownicy na całym świecie nie mogą korzystać z Messengera i WhatsApp na skutek globalnej awarii, szybko zaczęło się masowe poszukiwanie alternatywy. Wybór najczęściej padał na Signal i Telegram, ale to właśnie ta druga usługa zanotowała rekordowy napływ użytkowników.

Reklama

Obie mogły liczyć na miliony nowych użytkowników, ale jak poinformował właśnie CEO Telegram, Pavel Durov, w ich przypadku mowa jest aż o 70 mln nowych użytkowników i mowa tylko o jednym dniu, tj. 4 października.

- Dzienne tempo wzrostu Telegram przekroczyło wszelkie normy i jednego dnia powitaliśmy 70 mln uchodźców z innych platform. Jestem dumny z tego, jak nasz zespół poradził sobie z tym bezprecedensowym wzrostem, ponieważ Telegram wciąż działał bez zarzutu dla większości użytkowników. Nowym użytkownikom chciałbym powiedzieć - witajcie na Telegramie, największej niezależnej platformie komunikacyjnej. Nie zawiedziemy Was, kiedy inni zawiodą - pisał. 

Przypominamy też, że to już drugi raz w tym roku, kiedy Telegram i Signal notują rekordowe liczby nowych rejestracji, bo wcześniej z podobnym zjawiskiem - choć nie na taką skalę - mieliśmy do czynienia po ogłoszeniu nowego regulaminu WhatsApp, który wymagał od użytkowników zgody na dzielenie się danymi z jego macierzystą firmą, czyli Facebookiem. I choć większość użytkowników i tak korzysta z tego drugiego, więc i tak dzieli się danymi, to najwyraźniej nowe regulacje przelały czarę goryczy i spowodowały odpływ klientów.

Pytanie tylko, czy wszystkie te osoby zdawały sobie sprawę, że przesiadka na Telegram może być wejściem z deszczu pod rynnę? Firma chwali się wprawdzie niezależnością i bezpieczeństwem, gwarantowanym przez szyfrowanie wiadomości, ale od dłuższego czasu budzi też wiele kontrowersji. Część specjalistów ds. bezpieczeństwa uważa, że to alternatywa dla dark webu i raj dla cyberprzestępców, którzy korzystają z szyfrowanych wiadomości do dzielenia się skradzionymi danymi. Ba, obserwujemy też stale rosnącą tam skalę zjawisk phishingowych, więc korzystanie z usługi może narażać nas na ataki - oczywiście, podobnie jest w przypadku innych komunikatorów, ale ten cyberprzestępcy ukochali ostatnio najbardziej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy