Reklama

The Flipper Bridge między Chinami a Hongkongiem zamienia ruch lewostronny na prawostronny

Ten most to prawdziwy drogowy rollercoaster, na którym ma obowiązywać zarówno prawo, jak i lewostronny ruch pojazdów. Projekt powstał w Chinach i według planu, w przyszłości ma połączyć kontynentalne Chiny z Hongkongiem.

Ten most to prawdziwy drogowy rollercoaster, na którym ma obowiązywać zarówno prawo, jak i lewostronny ruch pojazdów. Projekt powstał w Chinach i według planu, w przyszłości ma połączyć kontynentalne Chiny z Hongkongiem.
Projekt prawdziwego drogowego rollercostera w Chinach o nazwie The Flipper Bridge /123RF/PICSEL

Mimo stuleci postępu technicznego, przełomowych odkryć i przemian społecznych są rzeczy, co do których ludzkość po prostu nie potrafi się porozumieć. Sprawy, w których istnieją obozy tak okopane na swoich pozycjach, że jakikolwiek kompromis wydaje się być niemożliwy. Pepsi czy Coca-Cola? Piłka czy koszykówka? Honda czy Yamaha? Ruch lewostronny czy prawostronny?

Ten ostatni podział jest szczególnie bolesny... dla każdego, kto musi poruszać się w obu porządkach. Na szczęście, w większości przypadków proces dostosowywania się do konieczności jazdy po zupełnie nieprawidłowej stronie drogi jest nieco ułatwiony. Zanim dotrzesz z Francji do Wielkiej Brytanii (lub odwrotnie), masz na pokładzie promu czy Eurostara kilkadziesiąt minut na psychiczne przygotowanie się na szok.

Reklama

Wygląda jak DNA i łączy ruch lewo i prawostronny

A szok jest poważny, o czym przekonali się Szwedzi. W 1967 r. musieli z dnia na dzień, po dekadach jazdy po lewej stronie, przestawić się na jazdę po prawej. Uznali, że tylko w ten sposób naprawdę przyłączą się do Europy. Wszyscy spodziewali się wzrostu liczby wypadków. Zamiast tego w dniu zmiany i kolejnych szwedzkie drogi stały się o wiele bardziej bezpieczne.

Choć nie jest to dowód na naturalną wyższość ruchu prawostronnego. Po prostu wszyscy, którzy w tych dniach wyjechali na drogi, nieco zszokowani nową sytuacją, jeździli wolniej i ostrożniej. A wielu innych postanowiło po prostu nigdzie nie jechać.

Chińczycy nie mają takiej opcji. U nich zmiana strony ma miejsce każdego dnia, w biegu. Problem bierze się stąd, że o ile kontynentalne Chiny jeżdżą po prawej stronie, o tyle pozostający przez stulecia pod brytyjską kontrolą Hongkong jeździ po lewej. Jak zmienić stronę bez kolosalnych korków czy ryzyka czołowych zderzeń?

Taka konstrukcja ma ograniczyć wypadki

Powiedzmy na przykład, że przyjeżdżasz z położonego na chińskim mainlandzie Zhuhai. Gdy wjeżdżasz na most po prawej stronie w drodze do Hongkongu, autostrada opada w dół, przechodzi pod drugim pasem, po czym wynurza się po lewej stronie.  Żadnych samochodów jadących prosto na ciebie. Żadnego betonowego labiryntu. (Prawie) żadnego nerwowego potu. Cały proces zmiany stron przez samochody staje się prosty, bezstresowy i bezpieczny. Oczywiście potem trzeba pamiętać, żeby trzymać się nowej strony, ale na to już nie pomogą najlepsze inżynierskie rozwiązania.

Cała konstrukcja, przypominająca DNA albo przeplatany warkoczyk została zgłoszona do konkursu na projekty połączenia Hongkong-Zhuhai-Makao: kompleksu mostów i tuneli łączących zachodnią część Hongkongu z kontynentem i położonym niedaleko Makao (które również jeździ po lewej stronie). Niestety nie zwyciężył. Wygrała o wiele bardziej “przyziemna" konstrukcja: najdłuższy na świecie most nad morzem, o łącznej długości 55 kilometrów. Problem ruchu lewo- i prawostronnego został w nim rozwiązany przez serię dość skomplikowanych zjazdów, które ruch lewostronny wprowadzają na prawostronną autostradę. Jest zdecydowanie mniej ciekawy, choć trzeba przyznać, że też działa. Ale przy projekcie wartym niemal 20 mld dol. trudno było oczekiwać czegoś innego. 

Ale może “most DNA" nie jest całkiem martwy? Jest jeszcze kilka miejsc na świecie, gdzie podobne rozwiązanie mogłoby się przydać. Może Brytyjczycy - kiedy przejdzie im ostry atak eurofobii - wrócą do zarzuconego dawno pomysłu budowy 38-kilometrowego mostu nad Kanałem La Manche (ostatnio o takiej możliwości mówił w 2018 r. Boris Johnson)? Albo Japończycy i Koreańczycy postanowią zbudować 120-kilometrowe łącze między oboma krajami? Pole do popisu dla drogowych inżynierów jest wciąż ogromne. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy