Reklama

Streaming drożeje. Dlaczego płacimy coraz więcej za Netflixa, Apple TV i inne usługi?

Usługi streamingowe są coraz droższe. Podwyżki cen można by tłumaczyć inflacją, ale te mają miejsce na całym świecie, a decyzje Netflixa czy innych gigantów są motywowane również innymi czynnikami. Dlaczego platformy z serialami i filmami kosztują coraz więcej i co nas czeka w przyszłości?

Firmy muszą gonić zysk

Ceny abonamentów oferowanych przez poszczególne usługi różnią się, choć łączy je wspólny mianownik w postaci podwyżek cen w ostatnim czasie. Najwięcej mówi się tutaj o Netflixie. Czasy, gdy dostęp do współdzielonego konta ze znajomymi kosztował kilka złotych, bezpowrotnie minęły, a najdroższy pakiet subskrypcji to obecnie koszt 60 złotych. 

Tańsze warianty to 29 złotych dla jednego użytkownika przy jakości 420p oraz 43 złote dla pakietu Standard, dzięki któremu można oglądać filmy i seriale w jakości Full HD na dwóch urządzeniach jednocześnie. Możliwe, że niedługo do Polski zawita najtańsza opcja, która wymusi na abonencie oglądanie reklam.

Podobne podwyżki i rozterki na temat wprowadzania reklam dotknęły również inne firmy oferujące usługi streamingowe — jak, chociażby Apple TV. Okazuje się, że wszystko to wynika z podążania za zyskiem. Platformy streamingowe mają coraz większe problemy w wypełnianiu oczekiwań inwestorów, którzy chcą pieniędzy. Te natomiast (w coraz większych ilościach) są wydawane na nowe, kasowe produkcje i kontynuacje znanych hitów. Czy taki model biznesowy może się w końcu wypalić?

Reklama

Nowa faza streamingu

Zdaniem ekspertów, rynek usług streamingowych wszedł w nową fazę. Właśnie kończy się etap, w którym trwał swoisty podział ziemi, to znaczy nowe i dotychczasowe usługi były w stanie generować ogromne przychody dzięki zdobywaniu nowych subskrybentów. Obecnie rynek stał się na tyle nasycony, że zarabianie poprzez docieranie do nowych użytkowników stało się trudne, a nawet bliskie niemożliwemu.

Nic dziwnego, że Netflix w kwietniu tego roku po raz pierwszy od dekady zanotował spadek liczby aktywnych subskrybentów. Kolejne miesiące również nie były dla tej platformy łaskawe, a kilka milionów użytkowników albo zrezygnowało z tej usługi, albo przeniosło się do konkurencji. Tak czy inaczej, większość z nas ze streamingu korzysta. Tym samym, firmy muszą głowić się, jak wycisnąć z tego faktu dodatkowe pieniądze.

Problem Netflixa, Apple TV i innych

Co konkretnie jest powodem, przez który streaming drożeje, a firmy muszą pozyskiwać nowe środki? Przede wszystkim, jest to brak zdywersyfikowanych źródeł pieniędzy. Popularne platformy streamingowe do tej pory zarabiały praktycznie wyłącznie dzięki zdobywaniu nowych subskrybentów. W świecie produkcji treści spore pieniądze gwarantuje udzielanie licencji, a to kompletnie nie miało i nie ma miejsca w przypadku produkcji ekskluzywnych.

“Tylko na Netflix" lub “Apple Originals" oznacza, że dane produkcje są dostępne wyłącznie na danych platformach. Autorskich formatów, seriali czy filmów na próżno szukać gdzie indziej. Model biznesowy w tym przypadku jest bardzo prosty — firma inwestuje niekiedy gigantyczne środki w produkcję, po czym dostępna jest ona dla abonentów. Zysk w tym wypadku pochodzi od przyciągania nowych użytkowników do usługi. Co jednak w sytuacji, gdy nie został już nikt do zachęcenia?

Wówczas pojawia się problem. Firmy nie są w stanie utrzymywać tych samych cen swoich usług, podczas gdy przestają lawinowo zyskiwać użytkowników, jednocześnie wydając coraz więcej na licencje i produkcje. Idealnym przykładem może być Disney+. Platforma w niecały rok zyskała około 9 milionów subskrybentów w samych tylko Stanach Zjednoczonych, w tym samym czasie jednak odnotowała stratę w wysokości 1,5 miliarda dolarów. Powód? Koszty produkcji i uzyskiwania licencji.

Droga donikąd

Platformom streamingowym zarzuca się obecnie wiele. Przede wszystkim pompowanie swoich bibliotek przy pomocy tandety i bylejakości, która niby dobrze wygląda w statystykach dot. zawartości, ale zdecydowanie gorzej prezentuje się na ekranach telewizorów i innych urządzeń. Użytkownicy coraz częściej zwracają uwagę, że na jedną wartościową produkcję przypada dziesiątka materiałów niemająca nic wspólnego z jakością, na której im zależy.

Coraz więcej osób zwraca również uwagę na taktykę przyjętą przez firmy. Mowa o początkowym zachęcaniu ciekawymi produkcjami i niską ceną. Po czasie wszystko zaczęło ulegać zmianom — interesujących materiałów pojawia się coraz mniej, częściej natomiast słychać o podwyżkach cen. Teraz dochodzi do tego chęć implementacji reklam, o czym otwarcie mówi nie tylko Netflix, ale również Apple czy Disney. 

Królem ponownie YouTube?

Porównując sposoby monetyzacji podobnych usług, nie sposób pominąć YouTube w tej najbardziej klasycznej odsłonie, czyli jako serwisu z wideo różnego rodzaju. Zdaniem niektórych, sposób działania platformy Google jest pod każdym względem lepszy od tego, co proponuje Netflix czy Apple TV. Warto się nad tych przez chwilę zastanowić. 

Aby dany program czy serial pojawił się na Netflixie, firma musi zainwestować gigantyczne pieniądze. Po wydaniu dziesiątek czy setek milionów liczba subskrybentów może się zwiększyć, ale jest to coraz trudniejsze. Tak czy inaczej, kasa została już dawno wydana. Co w tym czasie robi YouTube?

Absolutnie nic. Twórcy sami zakładają kanały na platformie i tworzą treści. Jest ich szalenie dużo, wielu z autorów przyjmuje formułę "daily", czyli codziennie publikuje materiały na swoim profilu. Każdy dzień to masa nowych filmów do obejrzenia. W rzeczy samej YouTube wydaje na nich pieniądze, lecz dopiero po fakcie, dzieląc się zyskami z reklam itp. Nie ma w tym wypadku jednak miejsca na inwestowanie dużych środków w ciemno.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Netflix | Apple TV | Disney+ | streaming

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama