Cła Trumpa wpłyną na ceny sprzętu? Unia Europejska szykuje odwet
Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone nałożą cło bazowe w wysokości 10% na wszystkie towary importowane do kraju. W przypadku niektórych bliskich partnerów handlowych będą one nawet kilkukrotnie wyższe. Trump chce oclić nawet niezamieszkałe przez ludzi wyspy. Oficjalnie ma to ożywić światowy handel i miejscową gospodarkę, skłaniając firmy do przeniesienia produkcji do USA. Niektórzy jednak łapią się za głowę i spodziewają odwrotnego efektu. Jak to może wpłynąć na ceny sprzętu?

Donald Trump wprowadza cła na towary z całego świata
Wspomniane 10% to jedynie cło bazowe na wszystkie produkty z zagranicy. To najniższa stawka, która obowiązuje tylko część państw, w tym Wielką Brytanię, Brazylię, Australię, Turcję, Kolumbię, Argentynę, Salwador, Ukrainę, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabię Saudyjską. Wielu istotnych partnerów będzie płacić więcej. Jak powiedziała administracja Białego Domu, wyższe cła zostaną nałożone na blisko 60 "najgorszych winowajców". Wielu z nich to bliscy partnerzy handlowi USA, w tym:
- Chiny - 34%
- Kambodża - 49%
- Wietnam - 46%
- Tajlandia - 36%
- Tajwan - 32%
- RPA - 30%
- Japonia - 24%
- Unia Europejska - 20%
Dlaczego akurat te kraje? Zdaniem administracji USA nakładają one wyższe cła na towary z USA (co widać w tabeli prezentowanej przez Trumpa), pozataryfowe bariery dla handlu ze Stanami Zjednoczonymi lub w inny sposób podminowują amerykańskie cele gospodarcze. Nowe taryfy mają wejść w życie 9 kwietnia. Tym razem nic nie dołożono Kanadzie ani Meksykowi. Donald Trump już wcześniej nałożył 25% cła na wszystkie towary importowane z tych krajów. Dopiero później poszedł na drobne ustępstwa.
Stany Zjednoczone wprowadziły też dodatkowo 25% cło na import samochodów. Dotyczy to wszystkich aut produkowanych za granicą. Cło zaczęło obowiązywać bezzwłocznie, o północy czasu lokalnego.
Przed nową polityką Trumpa nie ukryje się nikt... nawet pingwiny. Cło zostało nałożone nawet na Wyspy Heard i McDonald należące do Australii. To jedne z najbardziej odległych miejsc na świecie. Znajdują się one blisko Antarktydy i są całkowicie niezamieszkałe przez ludzi. Żyją na nich jednak foki i pingwiny.
Cła Trumpa gorsze niż podczas Wielkiego Kryzysu
Cła nałożone przez Trumpa zmuszą amerykańskie firmy do płacenia podatku rządowi federalnemu, gdy importują objęte nimi towary do Stanów Zjednoczonych. Obliczane są one na podstawie deklarowanej wartości towaru, nie zaś jego ceny detalicznej. Cła używane są przez państwa od wielu wieków, aby zabezpieczać swoje interesy gospodarcze, chronić przed konkurencją i finansować swoje rządy.
Zaczęło się to zmieniać w latach 90. XX w. wraz z utworzeniem Światowej Organizacji Handlu. Państwa zachodnie otworzyły się na wolny handel, zaś celem było obniżenie kosztów dóbr konsumpcyjnych i promowanie rozwoju mniej zamożnych państw. Donald Trump chce to wszystko zawrócić. Jego cła są większe niż w całej ostatniej historii USA, a prawdopodobnie też większe niż wprowadzone przez ustawę Smoota-Hawleya z 1930 roku, która zdaniem ekonomistów przeciągnęła i pogłębiła Wielki Kryzys.
Donald Trump nazwał 2 kwietnia "Dniem Wyzwolenia" i obiecał, że nowa polityka wygeneruje dochody, które rząd przeznaczy na obniżki podatków, a wszystko to doprowadzi do odrodzenia produkcji w USA. To bardzo optymistyczne i naiwne założenie. Ekonomiści spodziewają się, że konsumenci w USA zapłacą wyższe ceny za podstawowe dobra, ale też za elektronikę. Biały Dom zakłada, że zagraniczni producenci obniżą swoje ceny, by Amerykanie nie musieli płacić więcej niż do tej pory. Jak będzie w rzeczywistości - można się domyślić. Yale Budget Lab szacuje, że nowa polityka może kosztować przeciętnego amerykańskiego konsumenta 2700-3400 dolarów rocznie.
Możliwa wojna handlowa. Unia Europejska reaguje
Zarówno nowe cła Trumpa, jak i te wprowadzone wcześniej, m.in. na import stali i aluminium, mogą podnieść koszty amerykańskich producentów. Wielu ekonomistów uważa, że nowe taryfy nie przyniosą tyle dochodów, na ile oficjalnie liczy rząd. Przeciwnie, mogą one wręcz prowadzić do recesji. Państwa objęte wysokimi cłami odpowiedzą Ameryce tym samym.
Niektórzy ekonomiści spodziewają się, że nowa polityka celna wywoła wojnę handlową USA z ich partnerami handlowymi. Część państw zapowiedziała odwet. Kanada, drugi największy partner handlowy USA, przygotowuje się do wprowadzenia cła na towary z USA. Unia Europejska także jest gotowa odpowiedzieć.
"Ogłoszenie przez prezydenta Trumpa powszechnych taryf na cały świat, w tym na Unię Europejską, to potężny cios dla światowej gospodarki" - powiedziała w czwartek (3.04) Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Jej zdaniem cła odczujemy natychmiast. "Wszystkie firmy, duże i małe, ucierpią na tym od pierwszego dnia. Od wielkiej niepewności, po zakłócenia w łańcuchach dostaw i uciążliwą biurokrację. Koszt prowadzenia biznesu ze Stanami Zjednoczonymi drastycznie wzrośnie".
Jak powiedziała von der Leyen, "Europa jest gotowa zareagować". Komisja Europejska szykuje pierwszy pakiet środków zaradczych w odpowiedzi na cła na stal i przygotowuje się do kolejnych odpowiedzi, które mają zabezpieczyć interesy Unii Europejskiej, jeśli negocjacje się nie powiodą. Nie wiadomo jeszcze, jak dotkliwa będzie ta reakcja.
Choć cła Trumpa uderzają głównie w amerykańskich konsumentów - to najpewniej oni za to wszystko zapłacą - to wiele państw i regionów planuje odwet. W efekcie, jeśli zostaną nałożone wyższe cła na towary z USA, to tamtejsi producenci zapewne również nie będą chcieli obniżyć cen, by konsumenci nie musieli tyle płacić. Przy takim obłożeniu cłami może dojść do większego wzrostu inflacji, a zyskają na tym chyba tylko rządy państw.
Wojna handlowa może wywołać ogólny wzrost cen towarów na świecie w sposób pośredni, przez co podrożeć mogą również europejskie samochody czy koreańskie lub chińskie smartfony.Efekt przewidziany przez Trumpa - rozkwit amerykańskiej gospodarki - może w ogóle nie nastąpić. Zamiast tego, w poszukiwaniu oszczędności, reszta świata zacznie więcej handlować między sobą.