Reklama

Google Maps ukrywa natężenie ruchu na Ukrainie, by nie pomagać Putinowi

Amerykański koncern potwierdził właśnie, że celowo wyłączył podgląd natężenia ruchu na Ukrainie, żeby uniemożliwić rosyjskim wojskom atakującym terytorium tego kraju sprawdzanie w ten sposób, gdzie gromadzą się ukraińskie wojska i obywatele.

Amerykański koncern potwierdził właśnie, że celowo wyłączył podgląd natężenia ruchu na Ukrainie, żeby uniemożliwić rosyjskim wojskom atakującym terytorium tego kraju sprawdzanie w ten sposób, gdzie gromadzą się ukraińskie wojska i obywatele.
Mapy Google na Ukrainie bez informacji o natężeniu ruchu i zatłoczeniu obiektów /123RF/PICSEL

Osoby na co dzień korzystające z Map Google doskonale wiedzą, jak przydatna jest funkcja umożliwiająca sprawdzenie natężenia ruchu na drodze i zatłoczenie w różnych obiektach, np. restauracjach czy sklepach.

Google uznało jednak, że w obecnej sytuacji przynosi na Ukrainie więcej szkody niż pożytku, dostarczając rosyjskiemu agresorowi cennych informacji wywiadowczych, np. o miejscach, gdzie mogą gromadzić się obrońcy czy ukrywać obywatele (analizy są dokonywane na podstawie smartfonów w środku), dlatego postanowiło ją wyłączyć.

Informacje o natężeniu ruchu zbyt przydatne dla rosyjskiego agresora

Koncern poinformował, że decyzja zapadła po konsultacjach ze specjalistami i lokalnymi władzami, bo informacje o natężeniu ruchu były przecież przydatne również dla ukraińskiej strony (jeden z pracowników naukowych amerykańskiego Middlebury Institute of International Studies zlokalizował w ten sposób ruch rosyjskich wojsk na długie godziny przed tym, jak Władimir Putin ogłosił “operację specjalną"), ale najwyraźniej kwestie bezpieczeństwa ludności cywilnej przeważyły.

Reklama

Należy bowiem pamiętać, że chociaż jak podaje Reuters, z kraju uciekło już 400 tys. cywilów (głównie kobiet i dzieci), którzy znaleźli schronienie w sąsiadujących krajach, w tym Polsce, to na Ukrainie na co dzień mieszkają blisko 44 mln osób. Google informuje jednocześnie w tym kontekście, że nawigacja w regionie działa bez zmian. 

Co warto dodać, to już kolejny krok podjęty przez duże koncerny technologiczne, który ma na celu ochronę mieszkańców atakowanej Ukrainy. Kilka dni temu Facebook i Twitter zalecały swoim ukraińskim użytkownikom usunięcie albo blokadę konta, a ten pierwszy udostępnił nawet specjalne narzędzie ułatwiające ten proces. Co więcej, Google i Facebook poinformowały również, że rosyjskie media rządowe zostały odcięte od możliwości czerpania dochodów z reklam, by nie finansowały w ten sposób armii Kremla.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama