Reklama

Program Orlik. Dlaczego więcej zarobią Amerykanie?

TB-2 Bayraktar, których zakup wywołał wiele pytań, dotyczących stanu polskiego przemysłu zbrojeniowego /Baykar /materiały prasowe

Reklama

Nie milkną echa zakupu tureckich bezzałogowców przez Polskę. Politycy zainteresowali się niezbyt jasnymi zakupami i ograniczeniami dla polskiego przemysłu, które narzucił MON. Niestety ministerstwo nie wyjaśnia wszystkich wątpliwości.

- Bezzałogowe statki powietrzne nazywane potocznie dronami odgrywają coraz bardziej istotną rolę na współczesnym polu walki. Swoje kompetencje w tej dziedzinie rozwinęły czołowe koncerny zbrojeniowe świata. Dzisiaj możemy z dumą ogłosić, że do tego grona dołącza także Polska Grupa Zbrojeniowa, oferując w pełni nowoczesne rozwiązania, które będą wykorzystywane przez Siły Zbrojne RP - mówił po podpisaniu umowy ówczesny wiceprezes zarządu PGZ S.A. Sebastian Chwałek.

Wówczas, w 2016 roku, podjęto decyzję o budowie przez PGZ kompetencji w zakresie projektowania i produkcji bezzałogowców. Powstało Centrum Kompetencyjne Systemów Bezzałogowych Statków Powietrznych w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 S.A. w Bydgoszczy, które realizuje prace nad innowacyjnymi systemami BSP na poziomie Grupy Kapitałowej PGZ.

Reklama

Antoni Macierewicz obiecał, że "MON zamierza kupić tysiące latających bezzałogowców dla obrony terytorialnej i wojsk operacyjnych, ich masowe użycie pozwoli obniżyć cenę". Średnio się to udało. Od deklaracji minęło pięć lat i kupiono jedynie 1000 sztuk amunicji krążącej Warmate. Rozpoznawczych i bojowych bezzałogowców brakło.

Program Orlik

W przypadku programu Orlik głównym wykonawcą kontraktu jest Polska Grupa Zbrojeniowa wraz  PIT-RADWAR oraz prywatną spółką Eurotech z Mielca. Ta ostatnia opracowała płatowiec E-310, którego rozwinięcie, PGZ-19R, miało stać się nośnikiem dla wyposażenia rozpoznawczego. Okazało się jednak, że nowy płatowiec średnio sobie radzi w powietrzu, kiedy zostało zainstalowane wyposażenie rozpoznawcze - głowica WESCAM MX-8.

Wówczas zwolniono dwóch kluczowych inżynierów pracujących nad projektem - Romana Ignasiaka, dyrektora biura platform lotniczych PGZ oraz Tomasza Gugałę, dyrektora programu systemów bezzałogowych statków powietrznych. Już wówczas było wiadome, że PGZ nie zdoła dotrzymać terminu zagwarantowanego w umowie.

Tymczasem z udziału w programie wykluczono polską prywatną firmę WB Electronics, mimo że posiada gotowy produkt, spełniający wymagania Sił Zbrojnych. Minister Macierewicz stwierdził jedynie, że tylko firma państwowa gwarantuje powodzenie programu. Nie potrafił wyjaśnić dlaczego w takim razie, w tym samym czasie od WB kupował tysiąc sztuk amunicji krążącej. Do dziś nie wiadomo, jakie były oficjalne przyczyny odsunięcia WB od programu.

Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics poinformował, że spółka nie została nawet dopuszczona do złożenia oferty. W połowie marca 2019 roku spółka złożyła zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Katowicach na urzędników MON.

Prawnicy producenta uważają, że MON naraził Skarb Państwa na stratę około 500 mln zł. Naruszone zostało także prawo lotnicze, ponieważ PGZ nie zgłosił swego bezzałogowca do rejestru prowadzonego przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. 

Obecnie zamówienie na 12 zestawów Orlika czeka na realizację. MON zamówił osiem zestawów, które mają być dostarczone w latach 2021-2023. Opcja na kolejne cztery zestawy może zostać zrealizowana w latach 2023-2026.

Jakby było mało 10 sierpnia w miejscowości Lążek Chwałowski z powodu awarii musiał wylądować jeden z wcześniejszych płatowców PGZ-19R, który służył do testów urządzeń pokładowych. Wówczas PGZ uspokajał, że docelowy płatowiec będzie inny i prace nadal trwają.

I to jest jeden z nielicznych polskich komponentów składających się na zestaw. Głowice elektrooptyczne MX-8, które są najdroższym elementem konstrukcji, są produkcji amerykańskiej L3 Harris Wescam System, które PGZ zamówiła przez pośrednika - firmę Drabpol. Tym samym finansowo najbardziej na programie mogą zyskać Amerykanie.

Stąd pojawiły się obawy, że do dostarczenia Orlika nie dojdzie, a zakup bezzałogowców w Turcji miał jedynie przykryć nieudolność państwowego producenta. Tym bardziej, że dane techniczno-taktyczne TB-2 Bayraktar nie odpowiadały żadnym wymaganiom w przyjętych programach zakupów. Wyrazili je m.in. posłowie Jan Szopiński, Paweł Bejda, czy analitycy Zespołu Badań i Analiz Militarnych.

Dlatego znów pojawiły się wątpliwości co do programu Orlik.

MON uspokaja

Poseł Paweł Bejda zadał ministerstwu 14 pytań dotyczących programu Orlik i zaangażowaniu polskiego przemysłu, a także zablokowania udziału prywatnych podmiotów. MON odpowiedział w swoim stylu - bardzo ogólnikowo i bez konkretów. Unikając precyzyjnych odpowiedzi, a te najmniej wygodne całkowicie pominięto. Zwłaszcza te dotyczące etapów programu i zamówień w Stanach Zjednoczonych.

Wiceminister Wojciech Skurkiewicz odpowiedział, że "nie stwierdzono uchybień dotyczących powierzenia przez Wykonawcę realizacji części zamówienia Podwykonawcom, w tym w zakresie zgodności z treścią oceny występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (PIBP). Wyniki oceny występowania PIBP stanowią informację niejawną".

Urzędnik dodał, że "aktualnie trwa realizacja Umowy zawartej z Konsorcjum. W 2020 r. Zamawiający zatwierdził uzgodniony z Wykonawcą Projekt Wykonawczy, a obecnie Wykonawca opracowuje i testuje rozwiązania techniczne dla BSP Orlik. Zamawiający nie otrzymał od Wykonawcy żadnej informacji o braku możliwości wykonania Umowy".

Oznacza to, że prace nad Orlikiem trwają, co jest dobrą wiadomością. Ministerstwo jednak nie odpowiedziało na trzy bardzo istotne pytania:

1.   Czy zamierza pan minister cofnąć decyzję poprzednika o zablokowaniu w zadaniu Orlik innych polskich producentów bezzałogowców, aby w produkcji tych skomplikowanych systemów wykorzystać wszystkie zdolności polskiego przemysłu zbrojeniowego?

2.   Jaka była wartość zamówienia na dostawę pojedynczego zestawu systemu Orlik przed decyzją o zleceniu zadania do PGZ?

3.   Proszę o informacje, jaka była wartość zamówienia na jeden zestaw systemu Orlik w okresie rządu PO-PSL i o ile wzrosły koszty na to zadanie w okresie rządu PiS?


Jest to o tyle ważne, że premier Mateusz Morawiecki zachwalał polskie rozwiązania:

- Chcę dziś z Gdyni powiedzieć polskim przedsiębiorcom, dużym firmom, kontrahentom, instytucjom administracji publicznej, również służbom takim, jak policja, aby interesowały się polskimi produktami. Bo mamy znakomite rozwiązania, właśnie w postaci dronów, różnego rodzaju urządzeń latających, monitorujących - mówił w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. 

Niestety nie wiemy, co się zmieniło w postrzeganiu polskich produktów, że masowo kupuje się produkty za granicą. Tym bardziej, że polscy prywatni producenci posiadają gotowe i sprawdzone rozwiązania.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: militaria | orlik | dron | bezzałogowiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama