Opaski EEG i implanty mózgowe mogą czytać przedświadome myśli. Koniec prywatności?
Interfejs mózg-komputer pozwala osobom sparaliżowanym sterować komputerem i przemówić głosem syntezatora - komputer odczytuje dyktowane przez nie w myślach słowa i z dużą poprawnością zamienia je na tekst, a następnie na mowę. Twórcy technologii zapewniali, że urządzenia te nie czytają w myślach, których pacjent nie stara się wypowiedzieć ani zrealizować. Okazuje się tymczasem, że zarówno implanty, jak i pozornie niegroźne opaski EEG mogą już nawet czytać przedświadome myśli, a więc te, z których użytkownik nie zdaje sobie nawet sprawy. Rodzi to poważne zagrożenie dla prywatności i dylematy etyczne.

Spis treści:
- Interfejs mózg-komputer czyta w myślach. Paranoja jak w powieści Dicka?
- Implant wykryje nasze przedświadome intencje. Ma objąć cały mózg
- Groźne opaski EEG. Etycy biją na alarm
- Producenci sprzętu mogą do woli handlować naszą biometrią mózgową
Interfejs mózg-komputer czyta w myślach. Paranoja jak w powieści Dicka?
Interfejs mózg-komputer (BCI) jest wynalazkiem, który odmienia życie pacjentów z paraliżem i afazją (zanikiem mowy). Urządzenie połączone bezpośrednio z mózgiem jest już w stanie z dużą dokładnością interpretować wypowiadane w myślach słowa i zamieniać je na tekst, a następnie syntezować mowę. Twórcy technologii zapewniali, że urządzenie "nie czyta w myślach" i zaczyna transkrypcję myśli dopiero po tym, gdy pacjent zainicjuje aktywną mowę (co odróżnia ją od tej wewnętrznej), i przerywa ją również na znak pacjenta.
Szerzej opisywaliśmy to w artykule z sierpnia. Już wówczas zastanawialiśmy się, czy mimo zapewnień inżynierów technologia implantów mózgowych nie zostanie wykorzystana przez osoby o nieuczciwych zamiarach, przestępców czy rządy autorytarne do wyciągania z mózgu myśli, których badany nie chce wypowiedzieć ani zrealizować.
O ile powyższe rozważania mogły brzmieć jak paranoid fiction rodem z powieści Philipa K. Dicka czy działania Policji Myśli z Roku 1984, o tyle teraz okazuje się, że nie były one bezpodstawne. Jak informuje prestiżowy "Nature", systemy BCI są w stanie nie tylko interpretować świadome myśli, np. polecenia ruszenia kursorem na ekranie czy wypowiedzenia słowa. Potrafią one także czytać myśli przedświadome, a więc takie sygnały w mózgu, które wydarzają się w podświadomości, niejako same z siebie, bez świadomego udziału pacjenta. Eksperci zakładają, że takich myśli jest przeważająca ilość, a do świadomości trafia z reguły jedynie to, co mózg wskutek ewolucji uznaje za przydatne. Do naszej podświadomości nie mamy na co dzień dostępu. Teraz wygląda na to, że taki dostęp jest możliwy poprzez interfejs mózg-komputer.
Implant wykryje nasze przedświadome intencje. Ma objąć cały mózg
Wiemy już z badań z ubiegłej dekady, że nasz mózg podejmuje decyzje nawet 10 sekund przed tym, zanim sobie ją uświadomimy. Również w ostatnich latach trwały badania nad pacjentami ze wszczepionym implantom mózgowym. Do tej grupy kilkudziesięciu osób należała Nancy Smith, która uległa wypadkowi w 2008 roku i została sparaliżowana od szyi w dół. Jeszcze przed śmiercią (zmarła na raka w 2023 roku) była jedną z pierwszych osób, które zgodziły się dobrowolnie na rozszerzenie interfejsu mózg-komputer na tylną korę ciemieniową, obszar związany z rozumowaniem, uwagą i planowaniem.
Kierownik badań zajmujący się Smith, neuronaukowiec Richard Andersen z Caltech, podobnie jak jego zespół jest zdania, że rozszerzenie BCI na części mózgu zajmujące się intencjami i planowaniem przedmotorycznym może zwiększyć skuteczność urządzeń protezowych. Obecnie działają one bowiem w czasie niemal rzeczywistym, a gdy uzyskają miały dostęp do intencji użytkownika, będą mogły się lepiej przygotować i zareagować szybciej. To tylko jedna strona medalu. Druga jest znacznie mroczniejsza. To potencjał wykorzystania tych przedświadomych danych do czytania w myślach - również tych, których użytkownik implantu nie zamierza wypowiedzieć ani zrealizować. Ba, nie musi sobie nawet z nich zdawać sprawy.
Wiąże się z tym wiele pytań natury etycznej, a eksperci już teraz snują plany, jak zabezpieczyć prywatność danych neuronalnych oraz zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom interfejsów mózg-komputer w dobie sztucznej inteligencji. Nietrudno tu bowiem o katastrofę, jako że te technologie dotykają samej istoty naszego fizycznego i psychicznego jestestwa. Dziś eksperci zakładają nawet, że implanty BCI będą mogły w przyszłości korespondować nie z jednym czy dwoma obszarami, lecz z całym mózgiem. To temat zgłębiany już od kilku dekad przez specyficzny nurt science fiction zwany "cyberpunk" (na czele z genialnymi Ghost in the shell oraz Black Mirror). Dziś ta problematyka wychodzi z domeny spekulacji i przestaje być fikcją.
Groźne opaski EEG. Etycy biją na alarm
Okazuje się również, że nie potrzeba nawet tak wyrafinowanych urządzeń, jak interfejs mózg-komputer, aby systemy dowiadywały się o nas tego, do czego wcześniej dostęp miał jedynie zaufany lekarz. Chodzi tu o dostępne na rynku konsumenckim produkty wykorzystujące elektroencefalografię (EEG), takie jak opaski na czoło do wspierania jakości snu czy monitorujące stany uwagi i relaksu na podstawie fal mózgowych, często współpracujące z aplikacjami mobilnymi. Te nieinwazyjne, działające przez skórę urządzenia mają pomagać klientom osiągać większą produktywność, skupienie w medytacji czy poprawić wyniki sportowe.
Sygnały z tych sprzętów wykorzystujących EEG nie są tak dokładne jak w przypadku BCI, a do ich interpretacji wykorzystywana jest sztuczna inteligencja. To ona pomaga oddzielić istotne dane od szumu. Wygląda na to, że mimo sporych ograniczeń również te dane można uznać za wrażliwe i stwarzające zagrożenie dla prywatności i autonomii użytkownika. Jak twierdzi neuroetyk Marcello Ienca, neuroetyk z Poiltechniki Monachijskiej w Niemczech, cytowany przez "Nature", EEG potrafi wykrywać drobne zmiany napięcia w mózgu, zachodzące w ciągu kilkuset milisekund po dostrzeżeniu bodźca przez osobę.
Sygnały te mogą ujawnić, w jaki sposób jej uwaga podąża za danym bodźcem oraz jak przebiega wtedy jej podejmowanie decyzji. Zakładamy, że takie dane są bardzo cenne dla brokerów danych, o których niedawno pisaliśmy, że wiedzą o nas wszystko. No cóż, może nie wszystko, ale dzięki urządzeniom czytającym fale mózgowym będą wiedzieć jeszcze więcej i będą mogli to sprzedawać marketingowcom i kto wie, komu jeszcze.
Producenci sprzętu mogą do woli handlować naszą biometrią mózgową
Jak wynika z analizy przeprowadzonej w 2024 roku przez Neororights Foundation (Genser, J., Damianos, S. & Yuste, R. Safeguarding Brain Data: Assessing the Privacy Practices of Consumer Neurotechnology Companies), niemal wszystkie spośród 30 badanych firm zajmujących się neurotechnologią konsumencką posiadają praktycznie całkowitą kontrolę nad danymi uzyskanymi od użytkowników. Zezwalają na to ich warunki użycia, na które konsumenci muszą wyrazić zgodę. Pozwala to firmom z sektora neurotech dowolnie wykorzystywać biometrię mózgową swoich klientów - w tym sprzedawać te wrażliwe dane zewnętrznym podmiotom.
W odpowiedzi na to rząd Chile oraz kilka stanów USA wprowadzili prawa, które nadają rejestrom aktywności nerwowej status chroniony. Zdaniem etyków w tych prawach istnieją jednak zasadnicze luki, bowiem dotyczą one głównie surowych danych, a nie wniosków, które firmy mogą na ich podstawie wyciągać - na przykład o poglądach politycznych i stanie zdrowia psychicznego użytkowników.
Zarówno te doniesienia, jak i obawy o to, co może wydarzyć się w przyszłości, którymi od lat dzielą się autorzy cyberpunka i science fiction w ogóle, wystarczą do tego, by skłonić nas do zachowania szczególnej ostrożności, gdy mamy do czynienia z technologią gmerającą przy naszym mózgu i łączącą się z internetem oraz sztuczną inteligencją. Eksperci wykazali, że technologia do czytania w naszych myślach, również tych podświadomych czy przedświadomych, już istnieje, a przepisy prawne jak zwykle za tym nie nadążają.
Źródło: L. Drew, Mind-reading devices can now predict preconscious thoughts: is it time to worry?, Nature 647, 575-577 (2025). doi: https://doi.org/10.1038/d41586-025-03714-0










