Reklama

Kolejny cios w Teslę: pozew i oskarżenia o rasizm w miejscu pracy w Kalifornii

Jest takie powiedzenie, że nie jest istotne czy o kimś się mówi dobrze, czy źle, ale ważne, żeby się w ogóle mówiło. Z takim twierdzeniem wydaje się pogodzony Elon Musk, który ostatnich tygodni na pewno nie może zaliczyć do udanych. Tesla, jedna z jego firm, została właśnie oskarżona o brak walki z rasizmem w fabrykach Tesli.

Pozew został przygotowany przez 15 byłych już pracowników Tesli. Są to ciemnoskórzy robotnicy, którzy uważają, iż władze firmy nie zapobiegły masowej dyskryminacji rasowej w jednej z fabryk Tesli, we Fremont, w Stanach Zjednoczonych. Jest to jedna z większych fabryk, która została wybudowana ponad 50 lat temu przez General Motors. W 2010 roku przejęła ją właśnie Tesla i aktualnie pracuje tam ponad 10 tysięcy osób. To właśnie tam odbywa się produkcja większości modeli Tesli.

Recydywa Tesli?

Nie jest to taki pierwszy przypadek w Tesli, a parę lat temu jeden z jej byłych pracowników, również ciemnoskóry robotnik, wygrał w sądzie sprawę i otrzymał bagatela 15 milionów odszkodowania. Wspomniani pracownicy twierdzą, że byli nękani w pracy i obrażani pod kątem rasowym. Słowa zaczynające się na "czar..." miały być codziennością, a na ścianach fabryki widniały rasistowskie, a także nazistowskie grafiki. Tesla miała nic z tym nie robić i pozostawiać graffiti. Samo przyzwolenie na tego typu zachowania to jedno, ale jeden z byłych pracowników Tesli, N.A. Gonsalves twierdzi, że został zwolniony z fabryki za to, że regularnie zgłaszał dyskryminację rasową swoim przełożonym. 

Reklama

Firma zabrała głos w tej sprawie, ale jedynie za pośrednictwem swojego bloga. We wpisie zaprzecza wszystkim doniesieniom i zapewnia, że dba o komfort pracy swoich inżynierów. Za to ma także odpowiadać specjalny zespół, który przygląda się tego typu sprawom w firmie.

Tesla ciągle pod ostrzałem

Zaledwie kilka dni temu pisaliśmy o tym, że Tesla jest oskarżona o prześladowanie swoich pracowników. Elon Musk nie ukrywa, że oczekuje od zatrudnionych powrotu do pracy stacjonarnej w biurze. Jest zdania, że 40 godzin tygodniowo w biurze to jest niezbędne minimum. Jeśli pracownik się nie podporządkuje, może wylecieć przez to z pracy. Specjalnie przygotowane programy monitorują czas, kiedy pracownik przychodzi i wychodzi z pracy. W przypadku niesubordynacji robotnicy dostają automatyczne maile z informacją, że muszą wytłumaczyć się bezpośrednio przed swoim przełożonym.

Również w ubiegłym tygodniu pojawiły się informację, że Tesla zwolniła 200 pracowników swojej firmy, którzy pracowali nad projektem Autopilota. Może to oznaczać bliski koniec projektu i jego upadek, albo wręcz przeciwnie - jego pozytywne ukończenie.

Elon Musk ma natomiast na głowie także zakup Twittera, który może być dla niego zgniłym jabłkiem. Kaprys miliardera nadszarpnął jego bardzo dobry wizerunek i Muskowi ciężko wyjść z całej tej sytuacji z twarzę. Złożona przez niego oferta została błyskawicznie przyjęta, jednak Musk zaczął szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. Powołuje się m.in. na kwestie związane z botami na Twitterze.

Zatem sprawa związana z dyskryminacją rasową może być kolejnym gwoździem do i tak podziurawionej już trumny.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy