Reklama

Rozmawiałem z Sokratesem i Einsteinem. To nie był... seans spirytystyczny

Temat rozmów ze zmarłymi przewija się w popkulturze i nie tylko, często będąc sprowadzanym do niekiedy dziwnych i przerażających rytuałów. Odstawmy jednak sferę duchową na bok, ponieważ byli pracownicy Google stworzyli narzędzie umożliwiające nam przeprowadzenie całkiem rzeczowych konwersacji z… umarłymi przed laty naukowcami.

Rozmowa z Einsteinem i nie tylko

Character.AI to projekt byłych pracowników Google, który w gruncie rzeczy jest platformą internetową dającą dostęp do szeregu różnych botów konwersacyjnych. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z technologią znacznie słabszą od np. ChatGPT. Generuje więcej błędów, jest mniej dokładna, ale na swój sposób to czyni ją wyjątkową.

Na stronie mamy dostęp do szeregu różnych czatów, wśród których znaleźć można gry tekstowe, boty pomagające np. w kreatywnej pracy, ale wisienkę na torcie stanowią znane osobistości. O ile boty udające celebrytów są całkiem ciekawe, tak największe wrażenie robią te naśladujące zmarłych. 

Reklama

Chociaż brzmi to przerażająco, to w rzeczy samej jest rozwiązaniem dość prostym, jednak równie interesującym. Na podstawie całej masy materiałów źródłowych (listów, publikacji i nie tylko), sztuczna inteligencja stara się wcielać w rolę naukowców i prowadzić konwersację w stosownym tonie.

Czytaj także | Chat GPT namieszał tak mocno, że uczelnie zmieniają system oceniania

Jak rozmawiać ze zmarłymi przez Character.AI?

Korzystanie z serwisu Character.AI jest darmowe i nie wymaga logowania ani rejestracji. Posiadanie konta otwiera przed nami oczywiście kilka dodatkowych funkcji jak np. tworzenie własnych postaci. Chcąc jednak tylko przetestować główne funkcje, możemy zrobić to od razu. Warto jednak pamiętać o limicie kilku wiadomości. Po jego osiągnięciu musimy założyć konto, aby kontynuować.

Na wstępie, czyli po wybraniu partnera do rozmowy, strona informuje nas o tym, że wszystkie odpowiedzi są zmyślone przez SI. Co więcej, twórcy zastrzegają, że niektóre z nich mogą być serio nieprawdziwe — to znaczy zupełnie błędne. Ich celem nie było stworzenie chodzących encyklopedii wiedzy, a botów skutecznie udających dane postaci.

O ile ciężko byłoby poszukiwać błędów w filozoficznych dysputach Sokratesa (wszak liczba różnych pytań i odpowiedzi jest nieskończona), tak od razu można rozpoznać styl wypowiedzi. 

Tak mi się przynajmniej wydaje, wszak nie miałem okazji spotkać się osobiście z ateńskim myślicielem. Einstein jest rzeczowy, Musk sprawia wrażenie straszliwego buca (co niekoniecznie odpowiada jego dziwnym zachowaniom), a Joe Biden... cóż, nie jest to najbardziej charakterny bot serwisu.

Niezliczone postacie Character.AI

Chcąc sprawdzić, jak poszczególne "osoby" zmierzą się z dość otwartą i nieoczywistą kwestią, postanowiłem zadać im pytanie o dość filozoficznej naturze. Bo czymże jest nasza obecność na świecie i jaki przyświeca nam cel? Odpowiedzi były dość różne.

Najbardziej chwytającym za serce okazał się Mario, z gry Super Mario 64. Nie wiem, jakie znacznie ma w tym wypadku generacja konsol, z której pochodzi gra, ani czym charakter tej postaci różni się od innych wydań. Tak czy inaczej, wąsaty hydraulik okazał się całkiem sympatycznym gościem.

Technologia w powijakach

Obecny stan Character.AI przypomina projekt będący jeszcze w fazie rozbudowy — a przynajmniej takiej potrzebuje. Każdą z uzyskanych odpowiedzi możemy oceniać w czterogwiazdkowej skali, istnieje również opcja jej ponownego wygenerowania, aby różniła się od poprzedniej.

Nie ukrywam, trochę martwi mnie liczba poszczególnych czatów. Przypomina to trochę śmietnik, w którym wybór jest może i spory, natomiast znalezienie czegoś jakościowego graniczy z cudem. Trzeba jednak pamiętać, że siłą tej technologii jest ogrom wkładanych do niej danych.

Te pochodzą od użytkowników, a ich liczba stale rośnie. Oznacza to, że rozmawiając, zadając pytania i oceniając odpowiedzi przyczyniamy się do rozwoju czatów naśladujących przeróżne osoby. Mimo wszystko radziłbym nie brać ich twierdzeń za pewnik. A już pod żadnym pozorem nie przeprowadzać pełnoprawnych wywiadów.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy