Byłem na najstarszym lodołamaczu świata. W Gorzowie, nie w Arktyce
Ma ponad 140 lat, przetrwała dwie wojny światowe, ewakuację z płonącego Gdańska i niemal dwie dekady pod wodą. Dziś cumuje spokojnie nad Wartą. Wszedłem na pokład "Kuny", najstarszego pływającego rzecznego lodołamacza świata, by sprawdzić, jak wygląda spotkanie z XIX-wieczną techniką w sercu Gorzowa Wielkopolskiego.

Gorzów Wielkopolski to jedna z dwóch stolic województwa lubuskiego. Miasto od lat kojarzone przede wszystkim z żużlem i przemysłem ma jednak do zaoferowania znacznie więcej. Faktem jest, że - choć z potencjałem - pozostaje mocno zaniedbane. Zniszczenia wojenne, powojenna odbudowa w duchu PRL-u oraz rozwój przemysłu sprawiły, że dawne budynki zastąpiono prostymi, typowymi dla tamtego okresu bryłami, które drastycznie zmieniły, by nie powiedzieć: zniszczyły, centralną część miasta. Brak prestiżowych uczelni przyciągających studentów (a za nimi pieniądze i energię i rozwój usług powiązanych z kulturą) powoduje, że dzisiejszy Gorzów jest cieniem dawnego Landsberga. Turyści zaglądają tu raczej okazjonalnie, tym bardziej że dojechanie pociągiem to istny horror - miasto od lat mierzy się z wykluczeniem komunikacyjnym.
A jednak jest powód, by przyjechać tu nawet jesienią czy zimą. W porcie nad Wartą cumuje najstarszy pływający rzeczny lodołamacz na świecie - M/V "Kuna" z 1884 roku. Jednostka, która pamięta czasy zaborów, dwie wojny światowe i morską ewakuację z płonącego Gdańska. Miałem okazję wejść na jej pokład i przekonać się, jak wygląda spotkanie z techniką sprzed ponad 140 lat.

Najstarszy rzeczny lodołamacz świata. Historia "Kuny" od 1884 roku
Statek został zbudowany w 1884 roku w gdańskiej stoczni Danziger Schiffswerft & Kesselschmiede Feliks Devrient & Co. Powstał dla Königlich Preußische Weichsel-Strombauverwaltung, czyli administracji wodno-budowlanej rzeki Wisły. Był czwartym z serii parowych lodołamaczy przeznaczonych do pracy na dolnej Wiśle. Wszystkie nosiły nazwy rzek wpadających do Wisły w jej dolnym biegu. Tę jednostkę nazwano "Ferse" - od niemieckiej nazwy Wierzycy, rzeki płynącej przez Kaszuby i Kociewie, wpadającej do Wisły w Gniewie.
Do 1918 roku lodołamacz pływał pod banderą Królestwa Prus. W 1920 roku, wraz z całą flotyllą, został przekazany Radzie Portu i Dróg Wodnych Wolnego Miasta Gdańska. W czasie II wojny światowej znalazł się we władaniu Głównego Zarządu Dróg Wodnych III Rzeszy. W 1940 roku zmieniono jego nazwę na "Marder".

W marcu 1945 roku jednostka uczestniczyła w ewakuacji ludności Gdańska. Co ważne, przepłynęła drogą morską do Kilonii i Hamburga. Po zakończeniu wojny została przejęta przez brytyjskie władze i do 1947 roku pływała pod banderą brytyjską jako holownik portowy i lodołamacz w Hamburgu. Następnie przekazano ją Polskiej Misji Morskiej. Odbyła powrotną podróż morzem do Gdańska, gdzie najpierw weszła w skład floty Urzędu Morskiego, a później trafiła do administracji dróg wodnych śródlądowych - Państwowego Zarządu Wodnego w Tczewie.
Wtedy też przetłumaczono niemiecką nazwę na język polski. "Marder" oznacza kunę - i tak narodziła się "Kuna". Po remoncie w stoczni w Pleniewie wróciła do służby na dolnej Wiśle, już pod polską banderą.
Jej zawodowa kariera zakończyła się w 1965 roku. Rok później została pozbawiona wyposażenia i nadbudówek. Jako pusty kadłub czekała na złomowanie. W latach siedemdziesiątych przeholowano ją do Gorzowa Wielkopolskiego z przeznaczeniem na ponton cumowniczy (czyli taką konstrukcję, do której cumują inne statki. Coś takiego jak widać na poniższym zdjęciu). W 1981 roku zatonęła w basenie stoczniowym i przeleżała pod wodą blisko 20 lat.

W 2000 roku grupa entuzjastów żeglugi i historii podjęła się rewitalizacji statku. "Kuna" wróciła do życia jako jednostka muzealno-szkoleniowa. Jej portem macierzystym został Gorzów Wielkopolski, a pierwszym kapitanem po odbudowie - kpt. Jerzy Hopfer, pomysłodawca całego przedsięwzięcia.
Zwiedzanie "Kuny" w Gorzowie Wielkopolskim. Jak to wygląda w praktyce?
Zwiedzanie nie odbywa się stale. Wyznaczane są konkretne terminy, najczęściej weekendowe, kiedy można przyjść i bezpłatnie wejść na pokład. Bezpłatnie - bo lodołamaczem opiekuje się Stowarzyszenie Wodniaków "Przystań Gorzów". Jego członkowie chcą pokazywać ten zabytek i promować miasto, a przy okazji rozwijać własne pasje związane z żeglugą.
To niezwykle sympatyczni, pełni zapału ludzie. Na co dzień pracują albo są na emeryturze - wśród nich są zawodowi żeglarze. Wszystko, co związane z "Kuną", robią w formie wolontariatu, nie otrzymując wynagrodzenia. Ich wiedza i chęć opowiadania o jednostce są jednak imponujące. Czuć, że to nie jest "obsługa atrakcji turystycznej", tylko żywa opowieść o statku, który stał się częścią ich biografii.
Na pokładzie można obejrzeć zdjęcia i wycinki prasowe dokumentujące historię lodołamacza oraz jego odbudowę. W sterówce przez chwilę można stanąć za sterem i zrobić pamiątkowe zdjęcie. To drobiazg, ale działa na wyobraźnię - trudno nie pomyśleć o wszystkich rzekach, portach i granicach, które ta jednostka przekraczała.

Co zobaczymy pod pokładem? Maszynownia, kajuty i technika sprzed epoki diesla
Z zewnątrz lodołamacz wygląda niepozornie. Dopiero zejście pod pokład pokazuje, ile pracy włożono w jego odnowienie. Zobaczymy kajuty załogi z osobnym wejściem z pokładu, salonik, kajutę kapitana oraz niewielki, dość współczesny kambuz. Do części pomieszczeń schodzi się ze sterówki.


Jest także możliwość zobaczenia maszynowni, choć po dawnym silniku parowym pozostały jedynie wspomnienia. Obecnie "Kuna" napędzana jest silnikiem spalinowym typu SW 680 o mocy 165 KM. Z informacji przekazanych na pokładzie wynika, że bliźniaczy silnik parowy ma w przyszłości trafić na statek w celach edukacyjnych. Nie będzie pracował - napęd pozostanie spalinowy - ale ma pokazywać, jak wyglądało serce lodołamacza w XIX wieku. To jednak wymaga dodatkowych środków i poważnych prac konstrukcyjnych przy kadłubie.

Część wyposażenia, jak czujniki czy kaloryfery, jest w pełni współczesna i wynika z obowiązujących przepisów oraz zwykłej wygody. Dzięki ogrzewaniu statek może być udostępniany zwiedzającym także w chłodniejszych miesiącach. To ważne, bo właśnie jesień i zima są głównym okresem, kiedy "Kuna" cumuje w Gorzowie.


Gdzie cumuje "Kuna" i czy można zobaczyć ją gdzie indziej?
Lodołamacz zacumowany jest w gorzowskim porcie. Można dotrzeć tam samochodem albo dojść przez miasto, ale najlepszą opcją jest spacer od katedry przez most, a następnie skręt w lewo i marsz wałem wzdłuż Warty. Idzie się w ciszy, z widokiem na dolinę rzeki, aż do portu. Przy gorszej pogodzie warto założyć solidniejsze buty - bywa błotniście.
Co ciekawe, "Kuna" nie zawsze przebywa w Gorzowie. Od wiosny do jesieni można ją zobaczyć w Szczecinie, w okolicach Morskiego Centrum Nauki. Wynika to z ograniczeń związanych z głębokością portu i Warty oraz zanurzeniem jednostki. W okresie bardziej sprzyjającym promocji turystycznej statek nie może swobodnie kursować między tymi miejscami, dlatego sezon dzieli między dwa porty.
Okazjonalnie, przy zdobyciu funduszy lub z okazji imprez morskich, "Kuna" pojawia się także w innych portach. Jak żartobliwie ujęła oprowadzająca nas członkini stowarzyszenia, niektórzy są zdziwieni, że w Gorzowie Wielkopolskim w ogóle jest port ze statkami.
Czy warto przyjechać do Gorzowa dla "Kuny"?
Odpowiedź jest subiektywna. Można przecież przejść obok Bazyliki św. Piotra i wzruszyć ramionami, mówiąc "zwykły kościół". Ja jednak polecam wizytę na "Kunie". Jednak muszę być też szczery. Dla zwiedzania "Błyskawicy" czy "Daru Pomorza" przyjechałbym do Gdyni z drugiego końca Polski. Dla "Kuny" - niekoniecznie. To raczej lokalna atrakcja niż magnes o ogólnopolskiej sile przyciągania. No, chyba że miłośników żeglugi.
Ale jeśli mieszkacie w pobliżu Gorzowa Wielkopolskiego albo jesteście tu przejazdem, naprawdę warto wejść na pokład najstarszego pływającego rzecznego lodołamacza świata. To nie jest monumentalny okręt wojenny ani transatlantyk. To jednostka robocza, zbudowana do łamania lodu na Wiśle, która przetrwała zmiany granic, ustrojów i technologii.
Patrząc na jej kadłub, trudno nie pomyśleć o tym, jak bardzo zmienił się świat od 1884 roku. A ona wciąż tu jest... zacumowana nad Wartą, w mieście, które samo szuka dziś nowej tożsamości.




![Wstyd nie znać tych faktów o naszej historii. 6/10 to dobry wynik [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MJN1BW51N740M-C401.webp)





