Kupiłam płatny plan Fitatu, schudłam 4 kg. Bez siłowni i głodówek
Po trzydziestce organizm nie wybacza już tak łatwo jak kiedyś. Coraz mniej ruchu, praca siedząca, stres, jedzenie w biegu, w dodatku zazwyczaj przed ekranem. Brzmi znajomo? Potem jedna dieta, druga, koniec ze słodyczami, a waga jak stała, tak stoi. Lekarz grozi palcem, wyniki badań bezlitośnie wskazują potrzebę poprawy. A jeśli to jednak nie jest takie trudne? Przez ostatnie 2 miesiące skrupulatnie notowałam każdą spożytą kalorię, uwzględniając przy tym swoją podstawową przemianę materii i sporadyczne ćwiczenia. Kupując plan w Fitatu, chciałam przede wszystkim pozbyć się reklam. Efekty naprawdę mnie zaskoczyły.

Spis treści:
- Liczę kalorie z aplikacją Fitatu. Bądźcie cierpliwi, a z czasem będą liczyły się niemal same
- Nie jesteście pozostawieni sami sobie. Apka pomaga, skracając czas potrzebny do wprowadzenia informacji
- Bez tej funkcji nie liczyłabym kalorii. Dzięki niej zajmuje to kilka sekund
- Dlaczego kupiłam płatny plan w Fitatu? Powód był prosty
- Ile kosztują plany w Fitatu? Skorzystajcie z promocji
- Nie idźcie tą drogą. Nie potrzebuję wszędzie zbierać diamencików
- Z apką na pewno się uda? Nie ma się co oszukiwać
Kiedy pewnego razu podczas konsultacji z lekarzem poważny pan w białym kitlu spojrzał na mnie złowrogo i zasugerował przyjrzenie się moim nawykom żywieniowym (albo wymyślenie sposobu na to, żeby zbliżająca się cukrzyca płaciła czynsz za podnajęcie miejsca w moim organizmie), przystanęłam. Miałam szczere zamiary, nadzieję, zapał oraz umiarkowaną wiedzę co do tego, co robić. Nie pozostawało więc nic innego niż działać - szybko jednak okazało się, raz, drugi, a potem siódmy, że to wcale nie jest proste.
Podstawowe założenia zna niby każdy (chociaż czasem wypadałoby się zastanowić, czy na pewno), ale wystarczy chwila w internecie, żeby zacząć odbijać się od zaprzeczających sobie rozwiązań albo coraz to większych restrykcji, które po prostu nie mają szans zostać z nami na dłużej. A o to przecież w tym chodzi - zmieniamy nawyki żywieniowe, a nie wprowadzamy spontanicznej katorżniczej diety opartej na sałatkach, wymyślnych produktach, których nie dostaniemy w sklepie na osiedlu i innych pomysłach, które już na starcie obniżają nasze szanse na sukces.
Na ten moment, po wielu próbach, muszę przyznać, że mniej lub bardziej skuteczne liczenie kalorii towarzyszy mi już przynajmniej od dwóch lat, ale nie miałoby to miejsca wcale, gdybym nie skorzystała z pomocy technologii. Nie ma takiej rzeczywistości, w której po całym dniu pracy zapisuję na kartce kolejne spożyte produkty i wytrwale klikam w klawisze kalkulatora, żeby obliczyć kaloryczność posiłku - nie oszukujmy się, już chyba prędzej poszłabym pobiegać.
Dość przykrym było też przekonanie się, że absolutnie nie wiem, ile kalorii faktycznie ma jedzenie. Czym jest przecież kawa z mlekiem (47 kcal), domowa granola (jak domowa, to przecież zdrowa - 372 kcal w 100 g) z jogurtem albo kotlet schabowy z ziemniakami i surówką (w zależności od wielkości mięsa nawet 1000 kcal). Prawdę mówiąc, to już w zupełności wyczerpuje moje zapotrzebowanie kaloryczne, a nadchodził jeszcze wieczór, przekąska do serialu i okazywało się, że małe rzeczy potrafią zrobić ogromną różnicę. No i tutaj, cała na biało, wchodzi aplikacja Fitatu.
Liczę kalorie z aplikacją Fitatu. Bądźcie cierpliwi, a z czasem będą liczyły się niemal same
Aby rozpocząć niesamowitą przygodę z liczeniem kalorii (żartuję, nie jest niesamowita, raczej męcząca, zwłaszcza na początku), potrzebny wam będzie telefon z aplikacją, waga kuchenna i… dużo cierpliwości. Waga nie jest konieczna, ale pomaga doprecyzować ilość spożywanych kalorii. Niezbędne wręcz może być za to obliczenie swojego zapotrzebowania kalorycznego, wynikającego z naszej wagi, wzrostu, aktywności fizycznej i stylu życia, na podstawie czego określimy, ile kalorii powinniśmy przyjmować na co dzień.
Na wstępie zaznaczę jeszcze, że każdy, kto chce pomóc sobie z liczeniem kalorii, może skorzystać z dowolnej aplikacji (w moim przypadku było to Fitatu) za darmo - absolutnie nie trzeba kupować żadnego planu, jeśli podstawowe funkcje wam wystarczają. Zazwyczaj nie jest też tak, że możemy np. policzyć tylko do iluś kalorii na dzień. W ramach płatnych opcji w Fitatu zyskujemy dostęp do konkretnych funkcji, ale jeśli chcemy po prostu liczyć kalorie, bezpłatna wersja w zupełności wystarczy.
Za swoją wersję premium zapłaciłam sama (w ramach promocji noworocznej na subskrypcję roczną) pierwszy raz już dwa lata temu, ale do tego moich powodów i omówienia planów jeszcze przejdziemy.

Fitatu jest bardzo proste w obsłudze, chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się przytłaczające. Nasz "Jadłospis" to oczywiście to, co spożywamy na co dzień. Każdy dzień w tygodniu ma swoją zakładkę, w ramach której odnotujemy wybrane przez siebie posiłki. W moim przypadku to śniadanie, II śniadanie, obiad i przekąska.
Możemy także zaznaczać wypite szklanki wody czy odbyty trening. Jest tutaj dostępny również bardzo osobliwy segment, mianowicie: toaleta (bardzo szczegółowa).

Aby wprowadzić konkretne produkty, naciskamy plus w odpowiedniej rubryce i zaczynamy wpisywać nazwę poszukiwanej rzeczy. Co zdecydowanie należy podkreślić, to jak bogaty jest katalog apki. Bardzo rzadko zdarzało się, że nie mogłam czegoś znaleźć (a jeśli tak się dzieje, w każdym momencie sami możemy wprowadzić produkt do biblioteki). Często też przy produktach jest zapisana nazwa sklepu, z którego dana rzecz pochodzi, albo firmy odpowiedzialnej za produkcję, co ułatwia identyfikację.
Nie jesteście pozostawieni sami sobie. Apka pomaga, skracając czas potrzebny do wprowadzenia informacji
Pomocne jest to, że gdy chcemy wprowadzić składniki posiłku, wyświetla nam się lista ostatnio używanych w ramach tego dania. Jeśli więc regularnie kupujemy np. ten sam chleb, odnalezienie go będzie bardzo łatwe - aplikacja po prostu nam go zasugeruje.
Inną sprawą, która oszczędza nasz czas nawet na przyszłość, to możliwość zapisywania swoich przepisów. Zdaje się, że większość z nas ma jakąś bazę potraw, do której bardzo często wracamy - w moim przypadku to kawa z mlekiem, domowe japońskie curry, różnego rodzaju makarony, koktajl owocowy (zazwyczaj z tych samych składników), kilka wersji risotto itp. Wszystkie informacje wprowadzam do apki tylko raz, podczas zapisywania przepisu. Później, gdy jem danie ponownie, wystarczy jedynie zważyć obiad, który nakładam na talerz, i wybrać odpowiedni posiłek, wcześniej zapisany w apce.

Bardzo ułatwiającą życie jest opcja dodania naszego dziennego celu, dzięki czemu na bieżąco aplikacja będzie nam wyświetlała, ile kalorii do spożycia nam zostało. Dostępna jest jednak w ramach Fitatu Premium, a jeśli poświęcimy chwilę w kalkulatorze, to sami jesteśmy w stanie dość sprawnie uzyskać takie informacje.
Na dole apki cały czas wyświetla nam się liczba spożytych już kalorii, a także składników makro. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie przywiązuję do tego aż tak dużej wagi, nie ufam też do końca wartościom kalorycznym wybieranych produktów.
Zdarza się, że moja waga kuchenna wariuje albo kiedy muszę zapisać kotleta schabowego, apka podsuwa mi bardzo dużo wyników o różnych wartościach kalorycznych. Sprawdzam wtedy zanotowane składniki i staram się wybrać najbardziej zbliżoną opcję, ale nie mam pewności, że to w 100 proc. odpowiada temu, co mam na talerzu - mimo to zawsze jest to jakaś wskazówka, na podstawie której możemy podejmować późniejsze wybory jedzeniowe.
Ważny jest umiar i rozsądek, ale nie dajmy się też zwariować. To, że znamy swoje zapotrzebowanie kaloryczne, a także wiemy mniej więcej, ile kalorii na co dzień spożywamy, pozwala nam np. na stworzenie przestrzeni w diecie na przyjemności, które zjemy bez wyrzutów sumienia.
Do Fitatu możemy wprowadzić bardzo dużo danych - takich jak nasze wymiary, cele, nawyki - ale wcale nie musimy. W ramach podstawowego planu możemy odnotowywać również post przerywany w wymiarze 16:8 (inne dostępne są jedynie w ramach planów premium). W każdej chwili możemy także zerknąć na podsumowanie naszych starań.
Bez tej funkcji nie liczyłabym kalorii. Dzięki niej zajmuje to kilka sekund
Jeśli spróbujecie odnotowywać kolejno spożyte produkty w ciągu dnia, na pewno zauważycie, że zajmuje to jednak trochę czasu. I prawdopodobnie gdyby dało się to wpisać jedynie z palca, bardzo szybko zrezygnowałabym z całego procesu, bo byłoby z tym zbyt dużo pracy. Na szczęście wcale nie muszę. Poza tym, że apka sugeruje mi do wyboru wcześniej używane produkty, dostępne jest też skanowanie kodów kreskowych.
To rozwiązanie, które zdecydowanie zmienia wymiar liczenia kalorii. Nie skłamię, pisząc, że chcąc pokazać proces skanowania kodu kreskowego, musiałam pogodzić się z porażką, bowiem trwa to na tyle szybko, że mimo wielu prób, po prostu nie zdążyłam zrobić zrzutu ekranu. Serio, wystarczy nacisnąć przycisk i skierować aparat telefonu na kod, by w kilka sekund produkt wyświetlił nam się w apce. To mała wielka rzecz.
Dlaczego kupiłam płatny plan w Fitatu? Powód był prosty
Dało się już pewnie zauważyć, że staram się zwracać uwagę na to, ile czasu spędzam przed różnego rodzaju ekranami. Jeśli więc coś sprawia, że ten niepotrzebnie się wydłuża, zaczynam się irytować.
Nie zdziwi więc to pewnie nikogo, że jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na zakupienie płatnego planu w aplikacji (właściwie to zazwyczaj główny powód, który mną kieruje w przypadku tego typu zakupów), to mój absolutny brak tolerancji dla reklam.
Kiedy wykonuję już i tak czasochłonną czynność, jaką jest robienie śniadania, jednocześnie ważąc i wprowadzając nazwy produktów do aplikacji, niezmiernie irytuje mnie przerywnik w postaci materiału promocyjnego do obejrzenia. Zwłaszcza jeśli dodatkowo jest to reklama gierki na telefon albo czegoś takiego, to naprawdę najprostsza droga do tego, żeby zniechęcić mnie do korzystania z aplikacji.
Dzięki Fitatu Premium pozbyłam się więc reklam. Dodatkowo na co dzień bardzo przydaje mi się wyświetlona liczba kalorii, która pozostała do spożycia danego dnia. Swego czasu korzystałam również z odliczania postu przerywanego, ale w wersji dostępnej dla wszystkich użytkowników. W moim przypadku to naprawdę tyle, jeśli chodzi o płatne funkcje, których używam na co dzień. Czy warto więc w to inwestować? Spójrzmy na ceny planów.
Ile kosztują plany w Fitatu? Skorzystajcie z promocji
Dostęp do Fitatu Premium możemy kupić za 39.99 zł miesięcznie albo (w regularnej cenie) w rozliczeniu za cały rok - 479.88 zł. Tak, to bardzo dużo, jednak często możemy skorzystać z promocji. Ta wynosi obecnie 129.99 zł za 12 miesięcy w rozliczeniu rocznym (czyli 10.83 zł na miesiąc). Między nami mówiąc, warto polować na różnego rodzaju okazje, np. noworoczne, z powodu Black Friday itp., bo najniższa cena, jaką widziałam, a także z której skorzystałam, to było 69.99 zł za rok dostępu do apki.
Jeśli chodzi o wersję Premium+AI, to jest to opcja nieco droższa. W przypadku rozliczenia miesięcznego musimy zapłacić 49,99 zł, a standardowa cena za cały rok użytkowania z płatnością z góry wynosi 599.88 zł. Tu również warto rozglądać się za promocjami - obecnie jesteśmy w stanie wykupić ten plan za 169.99 zł w rozliczeniu rocznym.

Co istotne, to że naszą subskrypcję możemy anulować w każdej chwili na 24 godziny przed jej odnowieniem.
Nie idźcie tą drogą. Nie potrzebuję wszędzie zbierać diamencików
Moją uwagę przykuła ostatnio jedna sprawa, o której chciałabym wspomnieć. Na górze aplikacji sporadycznie wyświetla się mała świecąca skrzyneczka - po kliknięciu jej, naliczane są nam diamenty. Po prawej stronie na górze mamy ich ikonkę oraz liczbę zdobytych diamentów. Jeśli będziemy chcieli sprawdzić, o co chodzi, zobaczymy komunikat "Już niedługo wymienisz diamenty na wyjątkowe nagrody wirtualne". Muszę przyznać, że mam co do tego mieszane odczucia.
Rozumiem potrzebę rozwoju produktu i uatrakcyjnienia doświadczeń użytkowników w aplikacji, ale naprawdę nie wiem, jak wyjątkowe musiałyby być te nagrody wirtualne, żebym uznała, że faktycznie warto zaprzątać sobie tym głowę. To aplikacja do liczenia kalorii - nawet jeśli stwierdzimy, że używamy jej na inną skalę, prowadząc swój fitnessowy dziennik i skrupulatnie odnotowując wszystkie mniej i bardziej istotne sprawy, to czy naprawdę wszędzie musimy zbierać punkty, diamenty i inne tego typu elementy? Jestem zmęczona tego typu rozwiązaniami, ale może oceniam zbyt wcześnie, a wyjątkowe nagrody to będzie coś wartego naszej uwagi, zobaczymy.
Z apką na pewno się uda? Nie ma się co oszukiwać
Pozbądźcie się złudnej nadziei - to że będziecie korzystać z aplikacji, nie zagwarantuje wam sukcesu. Niestety potrzeba dużo wytrwałości, skrupulatnego odnotowywania spożywanych kalorii, codziennej walki ze sobą (no bo przecież co za różnicę zrobi jedna przekąska więcej?), nie mówiąc już o tym, że trzeba się pilnować, żeby w tej całej pogoni za lepszą sylwetką nie wpaść w zaburzenia odżywiania.
Wszystko to trzeba zrobić z głową. Faktem jest jednak, że aplikacje takie jak Fitatu mogą być bardzo pomocne, jeśli tylko będziemy konsekwentni i… cóż, szczerzy ze sobą. Każda dodatkowa przekąska, przekroczenie ustalonej dziennej liczby kalorii, jakiegoś rodzaju nagięcie zasad itp. mogą działać na naszą niekorzyść (jeśli na przykład nie zwiększamy tym samym czasu ćwiczeń), a cały proces zmian nawyków odżywania utrudniamy tylko sobie.
Korzystanie z tego typu apek dostarcza nam wielu informacji nt. naszej diety, co z kolei pozwala nam na wprowadzenie korzystnych zmian. Nie oznacza to jednocześnie, że od razu powinniśmy absolutnie zrezygnować z całego cukru czy innych rzeczy, które lubimy spożywać, bo inaczej nasze działanie nie ma sensu. Nawet małe zmiany potrafią zrobić sporą różnicę.
Jeżeli chodzi o zakupienie płatnych planów i ich opłacalność, jak zwykle podkreślę, że warto mieć oczy i uszy szeroko otwarte na promocje, a także - przede wszystkim - swoje potrzeby. Nie ma sensu wydawać pieniędzy na to, z czego nie będziemy korzystać. W moim przypadku, a plan premium zakupiłam przynajmniej dwukrotnie, było to dobre rozwiązanie dopiero przy drugim razie, kiedy wiem już, że liczenie kalorii pozostanie ze mną na dłużej, a ja jestem wystarczająco zmotywowana, że nie zrezygnuję z tego po tygodniu.









