Co czeka Ziemię i przyrodę, gdy zabraknie ludzi? Przewidywania ekspertów
W obliczu zmian klimatu, sporów i ograniczonych zasobów ludzkość może kiedyś przestać dominować na Ziemi, a w miastach rozpocznie się proces rozkładu infrastruktury. Bez interwencji ludzi metro, drogi i budynki szybko uległyby degradacji. Mimo nieuniknionych katastrof, życie na Ziemi mogłoby przetrwać.

Zmiany klimatu, eskalacje konfliktów i kurczenie się zapasów żywności i wody mogą w przyszłości sprawić, że jako ludzie przestaniemy dominować na Ziemi. Co się wtedy stanie? Rozważano różne wersje takiego apokaliptycznego eksperymentu myślowego przez wieki. Idee wyginięcia ludzkości są także powszechne w tekstach religijnych i mitach starożytnych kultur.
Co się stanie, kiedy znikniemy?
Bez ludzi cała infrastruktura, która powstała dzięki ich pracy, załamałaby się. Metro i tunele pod dużymi miastami zostałyby zalane wodą, gdyby nie działały systemy pomp, które je osuszają. W takim wilgotnym środowisku wszystko zaczyna pleśnieć. Pożary nie są gaszone, więc rozprzestrzeniają się coraz agresywniej. Pnącza pokrywają ściany, rozsadzając cegły i elewacje, a drewniane konstrukcje gniją.
- Wszystko, co drewniane, zwłaszcza w wilgotnym klimacie, ulega degradacji dość szybko - mówi Carlton Basmajian, adiunkt planowania społeczności na Uniwersytecie Stanowym Iowa, który bada miasta. - Nowsze budynki, budowane od lat 80. XX wieku, są wykonane z lżejszego drewna i materiałów niższej jakości i rozpadłyby się wyjątkowo szybko.
Wielkie wieżowce ze stali i szkła przetrwałyby dłużej, gdyby nie zalane tunele, które powoli zawalałyby ulice i doprowadzały do zalania fundamentów. Najdłużej przetrwają solidne, kamienne budynki, chociaż w ciągu kilku stuleci większość z miast i tak popadnie w widoczną ruinę.
Basmaijan twierdzi, że ze wszystkich powierzchniowych elementów infrastruktury ludzkiej drogi byłyby najtrwalszymi śladami cywilizacji, szczególnie autostrady biegnące przez suche obszary. Popękałyby, ale i tak przerwałyby długo.

Po mniej niż milionie lat powierzchowne ślady obecności człowieka zniknęłyby lub byłyby bardzo trudne do rozpoznania, według ekspertów. Niektóre przedmioty, takie jak rzeźby z brązu, ceramiczne garnki lub sztabki złota przetrwają, pogrzebane przez czas.
Potężne eksplozje na całej Ziemi
Jednak zanim cała nasza aktywność na planecie zniknie, najpierw zaczną się wybuchy. Kilkaset elektrowni jądrowych na całym świecie w końcu nie miałoby już wody w systemach chłodzenia, a rosnąca temperatura doprowadziłaby do potężnych eksplozji jądrowych, podobnych do tej z Czarnobyla. Specjaliści uważają jednak, że nawet tak wiele wybuchów nie spowodowałoby całkowitego wymarcia wszystkich gatunków na Ziemi.
- W znacznej odległości od elektrowni jądrowych znajdują się jaskinie, głębokie oceany oraz rozległe połacie lądu i wody. Jest prawdopodobne, że wiele form życia przetrwałoby tę katastrofę - mówi Jan Zalasiewicz, emerytowany profesor paleobiologii na Uniwersytecie w Leicester w Wielkiej Brytanii. - Nawet w najbardziej napromieniowanych rejonach Czarnobyla przyroda odżyła.
Wyginięcie gatunków, którym byliśmy potrzebni
Wraz z nami część gatunków byłaby skazana na wyginięcie: wszy, pluskwy, a także mikroby specyficzne dla człowieka. Udomowione rasy zwierząt stworzone przez ludzi szybko zostałyby wyparte przez dzikie odpowiedniki. Wyjątkiem są koty domowe, które prawdopodobnie dałyby dobie radę, żyjąc jako zdziczałe drapieżniki i żywiąc się ptakami i gryzoniami.

Z racji tego, że nie wiadomo, jakie panowałyby warunki na Ziemi podczas naszej nieobecności, nikt nie jest w stanie określić, jak zachowałyby się zagrożone gatunki zwierząt. Problem z kłusownictwem naturalnie by się rozwiązał, jednak krytycznie małe populacje i choroby zwierząt niekoniecznie zniknęłyby, gdyby nas nie było.
Co dalej z Ziemią?
Ogólnie życie toczyłoby się dalej. Temperatura przestałaby wzrastać po kilku dekadach bez dalszych emisji, jednak przez tysiące lat nie wróciłaby do etapu sprzed rewolucji przemysłowej.
W historii naszej planety wiele razy wszystko ginęło, aby później narodzić się na nowo - życie jest tak odporne, że powraca. Nie sposób przewidzieć, który gatunek mógłby nas zastąpić i na nowo zdominować planetę, o ile w ogóle.
- Tak jak w przypadku poprzednich wymierań, ocalałymi są zazwyczaj generaliści - mali, odporni, zdolni do adaptacji - mówi Zalasiewicz.
Pod naszą nieobecność Ziemia istniałaby dalej. Nasza planeta nas nie "potrzebuje". Życie trwałoby co najmniej do momentu, gdy nasze Słońce stanie się zbyt gorące, by je utrzymać.
I kiedy za miliardy lat Słońce stanie się czerwonym olbrzymem i spali wszystko, wciąż pozostaną po nas pamiątki. Statki kosmiczne Voyager, które opuściły nasz Układ Słoneczny, zostały zbudowane, aby przetrwać i przenosić dowody ludzkiej cywilizacji do potencjalnie odległych, obcych światów (Złote Płyty). Jeśli nie dojdzie do kolizji, będą kontynuować swoją podróż.










