W słynnej alpejskiej dolinie mają dość instagramerów. "Nie pozwolimy na inwazję"
Dolina Val di Funes we Włoszech to wyjątkowo malownicze miejsce. Nic więc dziwnego, że ściągają do niego tłumy instagramerów, którzy obrali je sobie za fotospot. Dla mieszkańców alpejskich wiosek oznacza to koniec sielanki. W ostatnich latach zatrzęsienie jednodniowych turystów przekroczyło punkt krytyczny. Już wcześniej właściciele terenów stosowali pewne środki zaradcze, a teraz wkroczyły władze gminy, które ograniczyły dostęp do słynnych atrakcji turystycznych. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 mogą jednak znów zakłócić spokój mieszkańców.

Spis treści:
- Alpejska dolina nawiedzana przez instagramerów. "Nie pozwolimy na inwazję"
- Val di Funes we Włoszech od lat mierzy się z nadmierną turystyką
- Niezwykłe korzenie popularności. Kampania w Chinach i viral w social mediach
Alpejska dolina nawiedzana przez instagramerów. "Nie pozwolimy na inwazję"
Malownicza dolina Val di Funes w regionie Trydent-Górna Adyga, w prowincji Bolzano padła ofiarą nadmiernej turystyki. To zjawisko dość powszechne w wielu regionach we Włoszech. Rozciągająca się na obszarze 24 km dolina, słynąca z sielankowych krajobrazów i majestatycznych szczytów masywu górskiego Odle oraz częściowo objęta ochroną w ramach Parku Przyrody Puez-Odle, stała się ofiarą własnej popularności w social mediach. Gmina ogłosiła właśnie zdecydowane kroki mające na celu okiełznanie chaosu komunikacyjnego oraz walkę z problemem turystów, którzy masowo naruszają prywatność lokalnej społeczności w pogoni za idealnymi fotkami na Instagrama.
Głównym punktem zapalnym stał się kościół Santa Maddalena, do którego prowadzi wyjątkowo wąska droga. Od maja do listopada dostęp do niej zostanie ograniczony za pomocą bariery, a przejazd będzie dozwolony wyłącznie dla stałych mieszkańców i gości hotelowych. Jak przekazał burmistrz Peter Pernthaler, decyzja jest podyktowana tym, że lokalna społeczność ma już dość turystów. "Mieliśmy dość grup wycieczkowych z Chin i Japonii, schodzących do doliny, parkujących gdzie popadnie i zostających tylko na tyle, by pstryknąć parę zdjęć. Nie wnoszą oni nic, prócz śmieci, które zostawiają po sobie" - skomentował burmistrz gminy Funes.
"Lokalni mieszkańcy osiągnęli punkt krytyczny, więc zdecydowaliśmy się podjąć działanie. Jesteśmy przygotowani, by zrobić więcej: w tym roku nie pozwolimy na inwazję" - dodał polityk.
Val di Funes we Włoszech od lat mierzy się z nadmierną turystyką
To nie pierwsza próba uregulowania ruchu w Val di Funes. Już w 2022 r. właściciel łąki otaczającej inny słynny kościół, San Giovanni di Ranui, zainstalował płatną bramkę, aby chronić swoją ziemię przed deptaniem. Teraz jednak interweniuje sama gmina. Wprowadza ona nie tylko fizyczne blokady, ale i zmiany w systemie parkowania. Odwiedzający będą kierowani na wyznaczone place postojowe, a gdy te się zapełnią - do miejsc położonych niżej w dolinie.
Władze zapowiadają również podwyżkę opłat parkingowych. Obecna stawka w wysokości 4 euro za cały dzień okazała się zbyt niska, by zniechęcić jednodniowych turystów i zrekompensować straty ponoszone przez gminę. Rada prowadzi także rozmowy z pobliską gminą Chiusa, z którą pragnie zorganizować autobusowy przewóz wahadłowy.
Mimo radykalnych kroków burmistrz wyjaśnił, że gmina nie walczy z samą turystyką, lecz dąży do przywrócenia porządku i rozładowania korków. Przesunięcie istniejącej bariery do centrum miejscowości Santa Maddalena ma wymusić na odwiedzających dotarcie do zabytkowej świątyni pieszo, co udrożni ruch drogowy.
"Droga w Santa Maddalena jest bardzo wąska i mała, a my jako zarząd miasta musimy zaimplementować wszystkie możliwe rozwiązania, by zapewnić, że zarówno turyści, jak i mieszkańcy mogą przemieszczać się swobodnie bez stania w korkach" - dodał Pernthaler.
Niezwykłe korzenie popularności. Kampania w Chinach i viral w social mediach
Nadmierna turystyka jest dość powszechnym problemem zarówno we Włoszech, jak i w ogóle w regionie Alp. W GeekWeeku pisaliśmy już wcześniej m.in. o problemach alpejskiego miasteczka Hallstatt w Austrii, a także o Wenecji, która tonie przez turystów. Teraz, w dobie mediów społecznościowych, głośno zrobiło się także o Val di Funes, która stała się swoistym fenomenem i fotospotem dla instagramerów.
"Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Przez dekady nasza dolina była znana na cały świat za sprawą jej piękna i wiemy, że ściągają tu ludzie z każdego zakątka globu" - dodał burmistrz gminy w rozmowie z lokalnymi mediami.
O jakiej skali problemu mowa? Dolinę odwiedza nawet 600 turystów dziennie. Przyczyniła się do tego m.in. kampania marketingowa w Chinach z 2005 r., w ramach której wizerunek kościoła Santa Maddalena trafił na karty SIM jednego z tamtejszych operatorów. Parafrazując określenie Big in Japan - dolina stała się Big in China, czyli zaskakująco popularna w odległym kraju. Teraz, gdy stała się viralem na platformach społecznościowych, jej popularność przerosła możliwości infrastrukturalne.
Co dalej? Nowe przepisy mogą to w końcu uregulować, a mieszkańcy odzyskają spokój - przynajmniej częściowo. Nie wiadomo jednak, na jak długo. W okolicy Val di Funes, a dokładnie w Cortina d'Ampezzo (oraz w Mediolanie) odbędą się bowiem niedługo Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026, które bez wątpienia nakręcą ruch turystyczny w regionie.










