Reklama

Seksualne safari

Wieczór w każdym klubie zaczyna się tak samo. Najpierw kilka drinków, rozmowa z przyjaciółmi, obserwacja terenu, prezentacja walorów, a na końcu flirt z upatrzoną ofiarą.

Dla Anki tydzień w kancelarii prawnej jest przykrym snem, z którego budzi się właśnie w piątek o godzinie 19.00. Spogląda w lustro i widzi zupełnie inną dziewczynę niż jeszcze 3 godziny wcześniej. Zazwyczaj zakłada minisukienkę i złote sandały, które przywiozła z Nowego Jorku. To tam złapała bakcyla klubowego. W tym czasie Tomek, pracownik branży reklamowej, też stoi przed lustrem. Wysoki, dobrze zbudowany szatyn zastanawia się, czy lepiej założyć wranglery i koszulkę Tommy'ego Hilfigera, czy podkoszulek Levisa z napisem "E. T. really went home".

Reklama

- Dziewczyny lecą na taki chłopięcy wygląd - próbuje mnie oszołomić szelmowskim uśmiechem. - Skąd wiesz? - pytam. - Widzę to po ich oczach. Wystarczy, że opowiem, że też czasem czuję się tak samotny, jak E. T., a już jest moja - bez ceregieli zdradza swą strategię Tomek.

Taksówki do obojga przyjeżdżają prawie jednocześnie. Selekcję w klubie przechodzą gładko, bramkarze dobrze znają i ją, i jego. Prawie zderzają się przy wejściu, obdarzają zainteresowanym spojrzeniem, ale zostawiają sobie czas, bo może spotkają w środku kogoś ciekawszego. Tam w jednym końcu sali czekają koleżanki Anki, a na drugim - kumple Tomka. Dlaczego chodzą do tego, a nie innego klubu - SQ w Poznaniu? Oboje, pytani niezależnie, odpowiadają prawie identycznie. - Po pierwsze, jest to modny klub, po drugie, grają muzykę, jaką lubię, i nie wypędzają o 2 w nocy, a po trzecie, jest selekcja, więc byle kto tu nie wejdzie.

Miejsce dla wybranych

Zdaniem psycholog, dr Magdaleny Żemojtel-Piotrowskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, clubbing jest metodą podbudowania samooceny i zaspokaja potrzebę przynależności do pożądanej grupy społecznej, czasami w kojarzący się ze snobizmem sposób. Potrzeba stowarzyszania się i ekskluzywności, przebywania w gronie ludzi o podobnych zainteresowaniach i pozycji społecznej jest stara jak świat, wystarczy wspomnieć choćby brytyjskie kluby dla dżentelmenów.

Menedżer SQ z Poznania - Igor Niemczyk - mówi: - Oczywiście - budowanie świadomości marki i zaufania wśród naszych gości to główny punkt naszej strategii. Klub wydaje karty klubowe, które upoważniają posiadacza m.in. do zniżek przy wejściu, a także do udziału w wielu imprezach organizowanych tylko dla posiadaczy kart klubowych.

W klubie obowiązuje selekcja, uniemożliwienie dostania się do klubu osobom niepowołanym. Gwarantuje to spokój, że w środku nie zostaniemy zaczepieni przez awanturników. To pewna forma bezpieczeństwa. Potrzebę selekcji tłumaczy także menedżer wrocławskiej Lemoniady: - Lemoniada to miejsce dla ludzi wymagających, którzy cenią komfort i dyskrecję. Ci, którzy się u nas dobrze bawią, czują niezwykły, jedyny we Wrocławiu, prawdziwy klubowy klimat tego miejsca. Nie dyskotekowy, pubowy, undergrundowy, industrialny czy studencki. Od roku ciężko pracujemy nad edukacją muzyczną i prezentacją różnych trendów muzycznych w Europie i na świecie, ściągając gwiazdy muzyki klubowej.

Klub jest miejscem, które przygarnia stęsknionych za znajomymi oraz pragnących nowych wrażeń, twarzy i osobowości. A takich nie brakuje. Justyna, bywająca w sopockiej Mandarynce, opowiada historię Leona z Teatru "Patrz mi na usta": - Któregoś dnia pojawił się w klubie ubrany w sam koc i jakieś wojskowe buty. Tańcząc na II piętrze, nagle zrzucił z siebie okrycie i okazało się, że pod spodem nie miał absolutnie nic. I tańczył tak jeszcze przez jakiś czas całkowicie goły - śmieje się dziewczyna.

Zdaniem dr Żemojtel-Piotrowskiej, odwiedzanie klubów może też być formą ucieczki od problemów, zagłuszenia pustki wewnętrznej. Klubowicze to przeważnie osoby młode, dobrze sytuowane, ale też często o nieuporządkowanym życiu uczuciowym, samotne i zapracowane, niemające czasu na nawiązywanie relacji z innymi, podobnymi sobie ludźmi, którzy również nie mają na nic czasu.

Nocny łowca

Aśka, 33-letnia tłumaczka języka niemieckiego, nie kryje, że chodzi do klubu po to, by "zarwać" faceta. Ładna, szczupła, długowłosa blondynka o niebieskich oczach nie jest w istocie tak niewinna, jakby to wynikało z jej wyglądu.

- Mam ulubiony klub, do którego chodzę od lat. Spotykam w nim wielu moich kochanków. Wiem, czego się po nich spodziewać, więc w zależności od nastroju - wybieram. Męża nie szukam. Ja kolekcjonuję.

Jakich mężczyzn kolekcjonuje Aśka? - Przede wszystkim musi być czysty - chodzi głównie o włosy, paznokcie i zęby. Nie musi być nawet wysoki, ale dobrze, żeby nie miał brzucha, bo taki kojarzy mi się z krasnalem siedzącym przed TV z puszką piwa.

Kilka innych szczegółów co do wyglądu - 8 na 10 pytanych przeze mnie dziewczyn w różnym wieku (od 19 do 40 lat) wymienia:

BUTY. Jak są to brudne, obszarpane adidasy - chłopak jest przegrany. Muszą być czyste i stylowe. Tzw. kręciochy zwężowej skórki w szpic zdecydowanie odpadają.

KOSZULA. Jeśli jest wpuszczona w spodnie - tragedia. Mankiety czyste, nieobszarpane.

OCZY. Muszą być pociągające, sexy i zmysłowe. Liczy się magnetyzm w spojrzeniu.

DŁONIE. Czyste i zadbane. Ważny jest sposób, w jaki gestykuluje.

POŚLADKI. Małe, jędrne.

• Sposób, w jaki się PORUSZA W TAŃCU.

Tymczasem Anka z przyjaciółkami zdaje się już dobrze bawić. Jako stałe bywalczynie mają już swój stolik blisko baru, bo tam często siedzą nowicjusze, a więc osoby świeże. Anka nie ma oporów, by zacząć rozmowę. Udając, że chce zamówić drinka, staje obok wypatrzonego przystojniaka i udaje, że go nie widzi. Niby przypadkiem spogląda na niego i lekko się uśmiecha. - To jeden z lepszych sposobów, by zainteresować sobą faceta - tłumaczy. - Jemu się wydaje, że to on mnie podrywa, podczas gdy to ja go wybrałam.

Dr Żemojtel-Piotrowska przyznaje, że przypatrując się strategiom tworzenia związków (zwłaszcza krótkoterminowych, a tak raczej dzieje się w klubach), można zaobserwować u kobiet typowo męskie zachowania, jak "polowanie", a u mężczyzn potrzebę podobania się, przypisywaną tradycyjnie kobietom. Zdobycie atrakcyjnego partnera z kolei jest nie tylko potwierdzeniem "męskości", ale też i kobiecości, potwierdzeniem dobrej pozycji na rynku "matrymonialnym".

Anka początkowo ignoruje swojego wybranka, który co rusz zagaja ją pytaniami. To czas, gdy dziewczyna zdąży poznać, czy chłopak oferuje coś poza urodą, sprawdza, w jakim stopniu może nją zainteresować.

Cały ten blichtr

Dla wielu milionów klubowiczów na całym świecie clubbing to sposób na życie. Istota bytu polega na tym, by często, nawet samotnie, pląsać do białego rana przy ulubionych rytmach ulubionego didżeja. Z obserwacji samych klubowiczów najbardziej charakterystyczne zachowania ich samych to:

• lansiarstwo i popisywanie się znajomością z barmanem, możliwością wejścia na zaplecze czy też przybijanie sobie piątki z didżejem;

• zwracanie wielkiej uwagi na ciuchy, w jakich się pojawiają - każdy chce wyglądać modnie i szykownie;

• częste obnoszenie się z pieniędzmi - przy płaceniu za jednego drinka wyjmowanie z portfela grubego pliczku stówek;

• po wejściu do klubu witanie się na tzw. buźki-buźki z największą ilością osób;

• otwartość na nowości.

Według menedżera zakopiańskiego klubu Ampstrong - Marcina Puka, klubowicze charakteryzują się oryginalnością stroju. Wprowadzają nowe trendy w modzie, często kreując swój image, a nawet samemu szyjąc części garderoby lub tworząc wymyślne fryzury.

- Najważniejsze jednak jest to, że prawdziwi klubowicze przychodzą słuchać muzyki - opowiada Marcin. - Zazwyczaj wiedzą, kto i co gra, pytają, co będzie się działo w klubie w najbliższym czasie. Reagują spontanicznie na udany występ didżeja, podchodzą krytycznie do nieporadnych miksów artystów, dysponują szeroką wiedzą o muzyce klubowej, o wydarzeniach w Polsce i zagranicą, często jeżdżą za artystami, bywają w miejscach, w których dominuje dobry program, słuchają zazwyczaj muzyki trudniejszej od popowej papki clubbingowej, czyli komercyjnego house'u, oraz odwiedzają festiwale muzyczne.

Znawcy tematu twierdzą, że clubbing na Zachodzie zaczął być modny w latach 70. XX wieku. Kluby powstawały jak grzyby po deszczu i często charakteryzowały się wystrojem rodem z baśni, czy też były ekstrawagancką wizją właściciela.

Wystarczy wspomnieć tak znane "Studio 54" w Nowym Jorku, w którym lansowanie się było rzeczą wprost obowiązkową dla świata show-biznesu. Bywali tu Andy Warhol, Jean Michel Basquiat, Farrah Fawcett czy Truman Capote. Imprezy suto zakrapiane alkoholem, którego wizje wzbogacały kupowane pod barem narkotyki, przeszły do historii clubbingu. Każda z nich była wydarzeniem na miarę premiery na Broadwayu z teatralną scenografią. Zjeżdżające spod sklepienia gołe amorki, wielobarwne serca wielkości samochodu czy też tańczące zwężami tancerki go-go ocierały się o kicz, ale też "często nawiązywały do snów, o których każdy z nas marzy. Rzadko kto chciał się z takiego snu obudzić. Ja najmniej - mawiał właściciel nowojorskiego klubu Steve Rubell. I rzeczywiście któregoś dnia, w wieku 46 lat, przedawkował.

Polskie kluby również stawiają na blichtr i połysk, a każdy z nich jest inny. Taki Ampstrong z Zakopanego. Klub mieści się w podziemiach zabytkowego budynku, składa się z sali balowej ze sceną, na której występują artyści, baru głównego oraz 5 sal w klimacie etnicznym, z dodatkowym barem serwującym także shishę oraz herbaty. - Wystrój tworzyli absolwenci warszawskiej ASP: Ivo Nikic, Kuba Salwin oraz Marta Kulik - mówi Michał Pietrzak. - W Ampstrongu można też podziwiać prace artystów współczesnych.

SQ w Poznaniu charakteryzuje się didżejką z podświetlonym napisem i kolorowymi, neonowymi kafelkami oraz wielkim podświetlonym logo na ścianie.

Ground Zero w Warszawie powstało w budynku, którego pierwotnym przeznaczeniem był schron przeciwatomowy, połączony podziemnymi korytarzami z Pałacem Kultury i Nauki oraz byłą siedzibą KC.

Działa od 1993 roku, a w 2001 zmieniono wystrój sal, dobudowano antresolę i powiększono liczbę miejsc siedzących. Z kolei na wrocławską Lemoniadę składają się 2 dancefloory, ekskluzywny VIP-room, a także relaksacyjny Sisha-room. Do wyboru mamy trzy bary: klubowy, nastrojowy bar główny, prowokujący erotycznym klimatem GRANT'S oraz ekskluzywny, nowo otwarty bar PERONI.

Warszawski Balsam te jedno zmiejsc należących do klubowego zagłębia na terenie Fortów Mokotów. Jest jednocześnie jedynym miejscem, w którym znajduje się działająca codziennie restauracja, czynna także wweekendy do późnych godzin nocnych i - tak jak cały Balsam - urządzona jest w stylu domowym z elementami retro. Na co dzień jada się tu zupełnie jak u dobrej cioci: na kremowych obrusach w czerwone róże, trochę kiczowato, jednak w dobrym guście. - Balsam uchodzi za miejsce dla ludzi około trzydziestki, ale to raczej tylko średnia, bo przekrój wiekowy gości, którzy do niego przychodzą, jest znacznie szerszy - tłumaczy Marcin Puk, menedżer klubu. - Atmosfera, jaka w nim panuje, pozwala na integrację ludzi zarówno bardzo młodych, jak i takich, którzy mogliby być ich rodzicami.

Czas na sen

Zdaniem dr Żemojtel-Piotrowskiej, dobrze, że się bawimy, ale powinniśmy się zaniepokoić, jeśli tzw. bywanie powoduje problemy w życiu prywatnym, zwłaszcza w związkach z bliskimi osobami, i w życiu zawodowym, kiedy człowiek nie jest w stanie sprostać codziennym obowiązkom.

- Można uzależnić się od wszystkiego, co stanowi tzw. Powtarzalny wzorzec zachowania skojarzony z czymś przyjemnym, a tak niewątpliwie dzieje się w przypadku imprezowania - tłumaczy psycholog. - Dochodzi wówczas do uzależnienia psychicznego. Problemem w tym wypadku staje się poświęcanie zbyt wiele czasu na imprezy, nieumiejętność spędzania czasu w inny sposób niż pójście do klubu, oczekiwanie na moment, w którym człowiek znajdzie się na imprezie,

imprezowanie kosztem zdrowia, pracy, relacji z innymi.

Ale Anka kocha ten świat. Przyćmione i przydymione światło, oszałamiające kolory, złote ściany, srebrne krzesła i blaty barów, rozbawione dziewczyny, roztańczeni chłopcy, na wpół rozebrani barmani i barmanki, szał ciał, umysłów i dusz. Tomek również - im bliżej świtu, tym bardziej zaczyna się kleić do dziewczyn, które samotnie pląsają na parkiecie.

Gdy któraś odpowie choćby dotykiem, wie, że ten weekend nie był stracony. Ania jest ostrożniejsza. Wraca do domu taksówką, czasem trafi na kierowcę, który nawet zapyta, czy zabawa była udana. Po wejściu do mieszkania ściąga ze zmęczonych stóp sandały, układa je na specjalnej półce i idzie do łazienki. Próbując zasnąć, trochę smutnieje, że przez 5 następnych dni musi żyć innym życiem.

Iza Klementowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy