AI miała odciążyć, a dołożyła im obowiązków. Dramat pracowników Amazona
Technologiczni giganci od paru lat roztaczają utopijną wizję przyszłości, w której AI wyręcza, a nie zastępuje ludzi. Rzeczywistość bywa jednak zgoła inna, czego doświadczają właśnie pracownicy Amazona. Skarżą się oni, że otrzymane przez nich narzędzia sztucznej inteligencji są niedopracowane, często się mylą i w rzeczywistości jedynie zwiększają zakres ich obowiązków. Nowe badanie pokazało, że zaoszczędzony czas nie wraca do pracownika również w innych tego typu korporacjach.

Spis treści:
- AI miała wyręczać pracowników, a dokłada im obowiązków
- Pracownicy Amazona tracą czas przez błędy sztucznej inteligencji
- Obiecywali co innego, a liczy się tylko zysk korporacji
AI miała wyręczać pracowników, a dokłada im obowiązków
Giganci z sektora big tech, którzy zajmują się rozwojem sztucznej inteligencji, od kilku lat roztaczają wizję nowoczesnego miejsca pracy, w których sztuczna inteligencja wspomaga tą ludzką, wykonując za człowieka żmudne, powtarzające się obowiązki. My z kolei możemy wykorzystać zaoszczędzony czas na bardziej kreatywne i satysfakcjonujące zajęcia, a także poprawić swój work-life balance. Rzeczywistość czasem wygląda inaczej. Przykładem jest Microsoft, który wielokrotnie podkreślał, że jego Copilot nie zabierze ludziom pracy, lecz (jak sugeruje nazwa - drugi pilot w samolocie) będzie jego inteligentnym pomocnikiem.
Nie ma wątpliwości, że wsparcie AI przyspiesza niektóre zadania. Rodzi się pytanie, jak wykorzystać zaoszczędzony czas. Choć na świecie coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu 4-dniowego tygodnia pracy, a Bill Gates prognozował nawet 3-dniowy, to przynajmniej w najbliższych latach wydaje się to utopią. Kolejny duży wzrost produktywności dzięki AI firmy wykorzystują raczej do obłożenia pracowników jeszcze większą liczbą obowiązków, zwalniają część ludzkich pracowników albo łączą jedno z drugim.
Microsoft jest w trakcie zwalniania tysięcy pracowników, podczas gdy sztuczna inteligencja pisze u niego 20-30% nowego kodu programistycznego. Gigant z Redmond już bez ogródek prezentuje swoje produkty jako będące w stanie zastąpić określonych specjalistów lub nawet przewyższające ich pod względem tempa wykonywania zadań - ostatnie takie ogłoszenie dotyczyło choćby optymalizacji rozwiązań Power BI.
Amazon pod względem dociskania lub zwalniania pracowników także jest nieubłagany. W ubiegłym roku pisaliśmy w GeekWeeku o jego postępującej robotyzacji, która nomen omen może doprowadzić do bezrobocia. Korporacja chwaliła się wtedy "zatrudnianiem" miliona robotów. Następnie wyciekły jej wewnętrzne dokumenty, z których wynika, że jeśli zajdzie taka potrzeba, Amazon będzie stopniowo redukować ludzkie zasoby, zwalniając nawet 600 tys. ludzi. Dysponuje ona także zaawansowaną sztuczną inteligencją, wyszkoloną specjalnie do specyfiki pracy w halach magazynowych. Z mniejszym lub większym powodzeniem optymalizuje ona poruszanie się robotów po alejkach, a także wspomaga pracę ludzi. Ci jednak niekoniecznie tak to widzą.
Pracownicy Amazona tracą czas przez błędy sztucznej inteligencji
Wszechobecna sztuczna inteligencja automatyzująca całe procesy i uwalniająca pracowników od wypalenia zawodowego to wizja przyszłości namiętnie roztaczana przez gigantów z Doliny Krzemowej, która jednak zderza się z brutalną rzeczywistością rynku pracy. Najnowsze doniesienia sugerują, że AI stała się raczej kolejnym źródłem obciążenia niż zapowiadanym wybawieniem.
Pracownicy korporacyjni Amazona w rozmowie z "The Guardian" otwarcie przyznają, że narzucane im odgórnie narzędzia sztucznej inteligencji są niedopracowane, nieprzydatne i jedynie zwiększają zakres ich obowiązków. Systemy te regularnie popełniają błędy, co zmusza ludzi do ręcznej weryfikacji wyników i konsultacji ze współpracownikami w celu korekty pomyłek. "Ja i wielu moich kolegów nie uważamy, by to nas w ogóle przyspieszało. Dostajemy jednak od kierownictwa jasny przekaz, że musimy działać szybciej, że to nas przyspieszy i że szybkość jest priorytetem numer jeden" - skarżył się jeden z programistów Amazona.
To niekorzystne dla pracowników zjawisko potwierdza również analiza danych, które wykraczają poza realia jednej korporacji. Firma ActivTrak przeprowadziła badanie aktywności ponad 160 tys. pracowników w ponad 1000 organizacji. "Dane są jednoznaczne: AI nie zmniejsza obciążeń pracą" - stwierdzili badacze. Zamiast tego nowa technologia stała się dodatkową warstwą produktywności. Użytkownicy AI odnotowali drastyczny wzrost czasu poświęcanego na komunikację - liczba wysyłanych e-maili skoczyła o 104%, wiadomości na czatach o 145%, a obsługa narzędzi do zarządzania biznesem zajmuje o 94% więcej czasu niż przed wdrożeniem rozwiązań AI.
Aby nie tworzyć jednostronnej narracji, trzeba zaznaczyć, że są też badania ukazujące przeciwne odczucia pracowników. Tak było w przypadku brytyjskiej agencji Government Digital Service, która przez kilka miesięcy w 2024 r. testowała Copilota w Microsoft 365 z ponad 20 tys. pracowników rządowych. Większość respondentów przyznała, że narzędzie pomaga im zaoszczędzić kilkadziesiąt minut dziennie na wyszukiwaniu, pracy z dokumentami, wyszukiwaniu czy wykonywaniu żmudnych zadań.
Obiecywali co innego, a liczy się tylko zysk korporacji
Wróćmy do pytania o to, jak firmy wykorzystują ową nadwyżkę produktywności. Badacze odkryli, że tam, gdzie sztuczna inteligencja faktycznie przyspiesza wykonanie konkretnych zadań, zaoszczędzony czas nie wraca do pracownika. Wnioski z raportu ActivTrak sugerują, że każda wolna chwila jest natychmiast wypełniana kolejnymi zadaniami w pogoni za zwiększeniem ogólnej wydajności firmy.
Innymi słowy te rozwiązania służą niemal wyłącznie interesom spółek dążących do maksymalizacji zysków, nie przynosząc żadnej ulgi pracownikom. Po prostu robią oni więcej w tym samym czasie - o ile jeszcze ich nie zwolniono, zastępując "agentem" wykonującym ich zadania za promil dotychczasowych kosztów. Oszczędności z tego tytułu trafiają do kasy firmowej i nie przekładają się na wzrost wynagrodzeń szeregowych pracowników.
Trend ów będzie najpewniej postępował i wielu ekspertów uważa, że jedynie bezwarunkowy dochód podstawowy (ang. universal basic income - UBI) może uratować gospodarkę w erze automatyzacji i sztucznej inteligencji. Zwolennikami tego świadczenia są swoją drogą szefowie największych korporacji big tech, w tym założyciel Amazona, Jeff Bezos, współzałożyciel Google, Larry Page, oraz założyciel Microsoft, Bill Gates. Środki te miałyby pochodzić z opodatkowania pracy AI i robotów.
Na omawiany problem zwrócił uwagę również były dyrektor Google, Mo Gawdat. W podcaście z 2025 r. porównywał on dzisiejszą sytuację do wcześniejszych technologii, które miały ułatwiać i umilać życie. "Jak często media społecznościowe nas łączą, a jak często sprawiają, że czujemy się samotni? Jak często telefony komórkowe sprawiają, że pracujemy mniej?" - pytał retorycznie przedsiębiorca. "Taka była obietnica, te wczesne reklamy Nokii, w których ludzie imprezowali - czy to jest twoje doświadczenie z telefonami komórkowymi?".



![Wstyd nie znać tych faktów o naszej historii. 6/10 to dobry wynik [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MJN1BW51N740M-C401.webp)






